piątek, 18 lutego 2011

Jak silne jest Twoje marzenie?


Zapewne każdy z nas ma jakieś mniejsze lub większe marzenia. A jak silne powinno być to pragnienie przedstawia film dokumentalny którego bohaterem jest Philippe Petit. Marzeniem tego francuskiego linoskoczka było przejście po linie rozciągniętej między bliźniaczymi wieżami World Trade Center.
Zobacz z jaką determinacją, pasją i oddaniem podszedł do sprawy i zadaj sobie pytanie czy Twój cel jest choćby w przybliżeniu tak palący jak Philippe?

wtorek, 15 lutego 2011

Filozofia ryby

Czytaliście może kiedyś książkę pt. "Fish! Chwyciło!"? Przyznam się, że ja osobiście nie miałem przyjemności, ale podobno warto! Dlaczego o tym wszystkim piszę? Otóż w recenzji owej książki czytamy:
Fish! Chwyciło! to porywająca alegoryczna opowieść, której bohaterką jest Mary Jane Ramirez, szefowa przedsiębiorstwa, przed którą staje zadanie przekształcenia niewydolnego zespołu pracowniczego w skuteczną, wydajną ekipę. Przy Pike Place, w północnoamerykańskim stanie Waszyngton, nieopodal siedziby owego przedsiębiorstwa, znajduje się słynny w całym świecie Targ Rybny. Nasza bohaterka przyswaja sobie proste nauki wyniesione z obserwowania sprzedawców na tym targu, dzięki którym znajduje sposób wyzwolenia i rozwinięcia energii swych podwładnych.
Książka „Fish” zawiera bogaty ładunek inspiracji, energii i zasad. To praktyczny przewodnik ułatwiający czytelnikom docenienie wagi uczynienia z zakładu pracy miejsca rozwijającego w ludziach twórczą energię. To nie tylko wspaniała, dająca wiele do myślenia opowieść ale także znakomita lekcja przedsiębiorczości, przydatna każdej firmie, która zechce sobie tę lekcję przyswoić.
Gwoli wyjaśnienia poniżej zamieszczam krótki film promujący idee związane z w/w książką oraz pokazujący ten słynny w całych Stanach (a za sprawą książki na całym świecie) targ rybny przy Pike Place w Seattle.


O co tak naprawdę chodzi z tymi latającymi rybami?
Wprawdzie nie czytałem książki, ale dzięki uprzejmości znajomego widziałem film przedstawiający filozofię właścicieli i pracowników wspomnianego targu rybnego.
Energia, Pasja, Zabawa
Każdy kto jest związany z firmą świadomie wybiera wzbogacenie swojej pracy powyższymi wartościami.

Rybna filozofia zakłada tylko 4 kroki:
  • UCZYŃ Z PRACY ZABAWĘ
Kiedy spojrzysz na ludzi pracujących na tym targu, masz wrażenie, że są nienormalni. I o to właśnie chodzi. Każdego ranka każdy z nich nakręca się pozytywnie i tak samo oddziałuje  na całe otoczenie. Więc jak widzisz, krok pierwszy łączy się w tym miejscu z drugim. To naprawdę działa. Na pewno masz też w swoim otoczeniu "zwariowanych" ludzi, którzy w kilka chwil potrafią złamać negatywny nastrój otoczenia.
Nie ważne czym się zajmujesz - MUSISZ znaleźć sposób, aby uczynić z tego zabawę poprzez zaangażowanie i energię
  • UCZYŃ DZIEŃ DRUGIEGO CZŁOWIEKA WYJĄTKOWYM / MIEJ POZYTYWNY WPŁYW NA CODZIENNOŚĆ KAŻDEGO KOGO SPOTYKASZ
Manager targu z Pike Place twierdzi, że tak naprawdę nie zajmują się rybami, ale przede wszystkim zajmują się usługą. Zajmują się ludźmi, którym chcą służyć. A dzieje się tak, gdy klienci wychodzą ze sklepu w lepszych nastrojach - jak myślisz, czy taki klient do nich wróci? Nawet jeśli nie wróci po rybę, to przyjdzie, żeby lepiej się poczuć, a razem z nim inni potencjalni klienci. To ma sens! "Ludzie widzą, że dobrze się bawimy, więc chcą się przyłączyć. Robią sobie zdjęcia, próbują złapać taką "latającą" rybę, przychodzą rano i przerzucają lód lub robią "meksykańską falę"
  • BĄDŹ TU I TERAZ
Co przez to rozumieją? "Zawsze trzeba być świadom co mówią klienci. Patrzeć im prosto w oczy. Zauważać ich obecność i reagować na nią - to jest podstawa. Tak jakbyś rozmawiał ze swoim najlepszym przyjacielem." Nieważne co dzieje się wokół - na targu zajmują się każdym indywidualnie. Dostrzegają nawet ludzi przechodzących obok - klient to docenia. Nie pozwalają sobie na rozproszenie uwagi. Dla nich klient jest naprawdę najważniejszy!
  • ŚWIADOMIE WYBIERAJ SWOJE NASTAWIENIE
Jak pisze M.R. Kopmeyer - Zły humor jest gorszy niż zły los.
Natomiast dr Karl Menninger (jeden z najlepszych psychiatrów amerykańskich) twierdzi, że złe humory to dziecinna reakcja przeniesiona do dorosłego życia. Za młodych lat służy jako środek osiągania dziecięcych celów, a w sferę  dojrzałości transportowana jest już w formie złego nawyku.
Ktoś inny ujął to tak: Dobry humor i zadowolenie są trwalsze niż urok ładnej twarzy, a uszczerbki w urodzie kryje skuteczniej niż warstwa pudru.

Cały dzień szukałem pewnej historii, która pasuje tu idealnie. Niestety nie znalazłem (ale obiecuję, że będę kontynuował poszukiwania).Jeśli dobrze pamiętam brzmiała ona mniej więcej tak:
Pewnego razu dwóch przyjaciół przechadzało się główną ulicą miasta. W pewnym momencie jeden z nich zatrzymał się, aby skorzystać z usług pucybuta. Rzemieślnik był bardzo niemiły i opryskliwy, niemniej nasz bohater podziękował za usługę najpiękniej jak potrafił i dał pucybutowi nawet napiwek. Kiedy oddalili się na kilka kroków, zdziwiony przyjaciel naszego bohatera zapytał: "Dlaczego byłeś dla niego tak miły, skoro potraktował cię bardzo źle?" Na co ten mu odpowiedział: "Nikt nie będzie mi dyktował jak mam się czuć!"

sobota, 22 stycznia 2011

Było sobie życie

 Były sobie cztery osoby: Każdy, Ktoś, Ktokolwiek i Nikt.
Trzeba było wykonać bardzo ważną pracę i Każdy został o to poproszony. Każdy był pewien, że Ktoś to zrobi. Ktokolwiek mógł to zrobić, ale Nikt tego nie zrobił. Ktoś zezłościł się z tego powodu, ponieważ było to powinnością Każdego. Każdy myślał, że Ktokolwiek mógł to zrobić, ale żadnemu z nich nie przyszło do głowy, że Nikt tego nie zrobił. Skończyło się na tym, że Każdy obwiniał Kogoś za to, że Nikt nie zrobił tego, co mógł zrobić Ktokolwiek.

czwartek, 20 stycznia 2011

Gdy wrócił do domu płakał przez kilka godzin...


Dziś skupimy się na niesamowicie inspirującej historii Sylvestra Stallone. Każdy z nas ma zapewne różny stosunek do tego aktora. Jednak nie o Rambo, ani nie o Rocky będzie dzisiaj w głównej mierze ten post.

Sylvester od samego początku wiedział, co chce w życiu robić. Jego marzeniem była praca w przemyśle filmowym - zarówno jako aktor, scenarzysta, jak i reżyser. Miał jasno określony cel i świadomość, że tylko w tej branży może się spełnić.
Głównym powodem obrania takiej właśnie drogi życiowej była chęć inspirowania ludzi
. Zachęcania ich do podejmowania wyzwań, realizacji pragnień i stawiania czoła przeciwnościom losu, które jemu samemu towarzyszyły już od urodzenia. Z powodu komplikacji miał częściowy paraliż twarzy, prawy policzek ma nieruchomy, a wykrzywienie niższej wargi i zaburzenia mowy pozostały mu na całe życie.. Zamiast wzbudzać respekt, sam musiał znosić obelgi i przezwiska innych dzieci. Był dzieckiem trudnym, pełnym kompleksów, często zmieniającym szkoły.

W świat filmu chciał wejść zaczynając od aktorstwa. Poszedł do ponad tysiąca pięciuset agencji filmowych w Nowym Yorku i za każdym razem mu odmawiano. Prawda jest taka, że nie ma aż tylu agencji filmowych w tym mieście, tylko, że Stallone w niektórych był po pięć, sześć, a nawet i po dziewięć razy. W końcu udało mu się zagrać w kilku filmach. Grubą przesadą byłoby powiedzieć o tych rolach, że były drugoplanowe. Na ekranie pojawiał się na kilkanaście sekund, nie był wymieniany w czołówkach. Często wcielał się w ofiary pobicia (czyżby sądzono, że ma ku temu naturalne predyspozycje?!?). Jednak swój debiut przed kamerą zaliczył epizodem w komedii... erotycznej. Kilka lat temu mój Przyjaciel zaciekawiony tym faktem, odnalazł ów film. Nosi nazwę Wieczorek u Kitty i Studa (The Party at Kitty and Stud's, 1970). Powiem szczerze, że umieraliśmy ze śmiechu oglądając zaledwie urywek filmu.Ale bynajmniej nie było to spowodowane poziomem artystycznym.

Życie Stallone było usłane odmowami. Jedna po drugiej… i następna… i kolejna. Co więcej nie miał on innych źródeł dochodu. Nieraz szedł spać z pustym żołądkiem. Nie stać go też było na ogrzanie mieszkania. Żonie bardzo nie podobał się taki obrót spraw. Chciała, by jej mąż zrobił coś wreszcie ze sobą, by zaczął regularnie zarabiać. Sytuacja pogarszała się z każdym dniem. Coraz większe pretensje, coraz gorsza atmosfera, coraz częstsze kłótnie. Stallone spytany, dlaczego nie znalazł sobie jakiejkolwiek pracy, skoro było już tak źle, odpowiedział, że to zabiłoby jego marzenia. Nie chciał utracić motywacji, pójść na łatwiznę. Głód sukcesu był jedynym atutem, jaki posiadał, a coraz gorsza sytuacja materialna wyzwalała coraz większą determinację.

Zimą dużo czasu spędzał w bibliotece. Nie był miłośnikiem literatury. Po prostu w domu było tak potwornie zimno, że chodził się tam ogrzać. Pewnego dnia ktoś pozostawił na stoliku zbiór poezji Edgara Alana Poe. Stallone sięgnął po niego, przeczytał całość i… zmienił strategię realizacji swych marzeń. Jak sam wspomina był to jeden z kluczowych momentów w jego życiu. Zamiast skupiać się na sobie, postanowił dotrzeć do innych, poruszyć ich. A zrobić to miał pisząc inspirującą historię.
Jak to w życiu, początki były ciężkie. W końcu jednak udało mu się sprzedać zrodzony w bólach scenariusz do filmu „Paradise Alley”. Sam zagrał w nim wiele lat później, ale na chwilę obecną był to tylko jednorazowy sukces z marnym happy endem w wysokości 100 dolarów. Przyszły aktor, choć żadne znaki na niebie nie wskazywały, że kiedykolwiek nim zostanie, sięgnął dna. Sprzedał biżuterię swojej żony. Zrobił to oczywiście bez jej wiedzy i zgody. Tak zakończyło się ich małżeństwo, ale nie kłopoty Stallone. Najgorszy dzień w jego życiu miał dopiero nadejść. Był już tak biedny, że nie miał na karmę dla swojego psa. Poszedł więc pod sklep monopolowy, by sprzedać pupila za pięćdziesiąt dolarów. Po utargowaniu ceny kupił go jeden z klientów. Stallone za swojego największego przyjaciela dostał dwadzieścia pięć dolarów. Gdy wrócił do domu płakał przez kilka godzin. Jak wspomina, nie było gorszego momentu w jego życiu.

Dwa tygodnie później Muhammad Ali walczył z Chuckiem Wepnerem. Stallone oglądał pojedynek i wtedy właśnie wpadł na pomysł filmu. Dwadzieścia kolejnych godzin spędził na napisaniu całego scenariusza. Bez snu, bez jedzenia. Stworzył historię, o której być może słyszałeś – o nikomu nie znanym bokserze, który nazywał się Rocky Balboa. Teraz trzeba było tylko sprzedać ją jednej z agencji filmowych. W pierwszej powiedzieli mu, że jest ona zbyt przewidywalna, głupia, ze zbyt radosnym zakończeniem. Stallone skrzętnie notował wszystkie uwagi, by odczytać je w oskarową noc, odbierając jedną z trzech statuetek za film (10 nominacji). Zanim jednak do tego doszło odmawiano mu w kolejnych agencjach. W końcu trafił na ludzi, którzy uwierzyli w jego dzieło. Zaoferowali mu za scenariusz 125 tysięcy dolarów. Stallone zgodził się pod warunkiem, że zagra tytułowego Rocky'ego. Producenci nie wyrazili na to zgody. Chcieli do tej roli gwiazdę, a nie pisarza o zdeformowanej twarzy. Stallone miał do wyboru skasować górę forsy, lub wyjść ze swoim scenariuszem. I wyszedł! Kilka tygodni później ta sama agencja zaproponowała 250 tysięcy pod warunkiem rezygnacji z głównej roli. Stallone nie zgodził się. Odrzucił też 325 tysięcy i powiedział, by do niego nie dzwonili, jeśli to nie on będzie miał wcielić się w tytułową postać. Po jakimś czasie telefon znów zadzwonił. Oferta brzmiała następująco: główna rola, 35 tysięcy dolarów i część zysków ze sprzedaży biletów. Stallone przyjął warunki i chyba dobrze na tym wyszedł, gdyż agencja wydając na produkcję „Rocky’ego” jedynie milion, zarobiła… 200 razy tyle.

Stallone z grubym portfelem udał się pod sklep monopolowy. Nie po to, by oblać swój sukces. Czekał tam na faceta, któremu sprzedał psa. Trwało to trzy dni. Gdy się wreszcie pojawił, aktor zaproponował mu sto dolarów za odkupienie pupila. Nowy właściciel nie miał jednak ochoty pozbyć się zwierzaka. Targom nie było końca. Ostatecznie Stallone odzyskał kudłatego przyjaciela za… 15 tysięcy dolarów. Dodatkowo zagwarantował byłemu już właścicielowi rolę w Rockym. Co więcej, wspomniany pies też w tym filmie się pojawia.

To wszystko przypomina nam, że bez względu na okoliczności, jeśli jesteś mocno zdeterminowany do osiągnięcia celu i ze wszystkich sił dążysz do niego, to w końcu jesteś "skazany" na jego osiągnięcie!

wtorek, 18 stycznia 2011

Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą!


Na dziesięć minut przed startem w igrzyskach w Seulu brytyjski czterystumetrowiec Derek Redmond musiał się wycofać z powodu kontuzji ścięgna Achillesa. Tym większa była jego nadzieja na olimpijski sukces cztery lata później. Los okazał się jednak okrutny. Chwilę po starcie w biegu półfinałowym Redmond poczuł gwałtowny ból w mięśniu dwugłowym uda i padł na bieżnię. Jednak nie poddał się. Zapłakany, w skrajnej desperacji powstał z tartanu i zaczął kuśtykać ku mecie przy wzmagającym się dopingu widowni. Kontuzjowany sprinter nie był w stanie utrzymać się na nogach. W tym momencie z trybun zbiegł jego ojciec. Wsparł syna ramieniem i razem dotarli do mety, długo po finiszu całej stawki. Publiczność jasno dała do zrozumienia, że dla niej to Redmond był zwycięzcą tego biegu.
"Widziałem to" - mówił Artur Partyka, brązowy medalista w skoku wzwyż na igrzyskach barcelońskich. "To było coś niesamowitego, coś, czego się nie zapomni do końca życia. Chyba właśnie wtedy ludzie na całym świecie zrozumieli, czym dla sportowca jest występ olimpijski. Redmond pozostanie dla mnie bodaj największym wzorem ambicji. Wzorem olimpijczyka" - podkreśla.

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Polowanie na finansowe ŚWIĘTE KROWY

Kilka dni temu kupiłem kolejną książkę [sic!] z cyklu "Doradcy bogatego ojca". Do książki dołączona była płyta DVD, która zawiera 8 zasad w które część z nas jeszcze wierzy, a które to prowadzą nas donikąd!
Są to:
  • IDŹ DO SZKOŁY
  • ZNAJDŹ PRACĘ
  • PRACUJ CIĘŻKO
  • ŻYJ SKROMNIE
  • ODKŁADAJ PIENIĄDZE
  • TWÓJ DOM TO TWOJE AKTYWA
  • POSPŁACAJ DŁUGI
  • INWESTUJ DŁUGOTERMINOWO I DYWERSYFIKUJ SWOJE INWESTYCJE
A oto część tego nagrania


P.S.  Jeśli interesuję Cię ta tematyka lub chciałbyś tylko rozwinięcia tego posta, to napisz mi o tym w poniżej, w komentarzu do tej zajawki
P.S.2 Jest to również kontynuacja posta pt."Bądź sobą", może być najgorszą radą!

niedziela, 2 stycznia 2011

Zmień swoją strategię


Pewnego dnia, na placu targowym, pośród tłumu ludzi siedział niewidomy z kapeluszem na datki i kartonikiem z napisem:
„Jestem niewidomy, proszę o pomoc”.
Pewien mężczyzna, który przechodził obok niego, zauważył, że jego kapelusz jest prawie pusty, zaledwie parę groszy… Wrzucił mu parę monet, po czym bez pytania niewidomego o zgodę wziął jego kartonik, odwrócił na drugą stronę i coś napisał….
Tego samego popołudnia, ten sam mężczyzna znowu przechodził obok tego samego niewidomego i zauważył, że tym razem jego kapelusz jest pełen monet. Niewidomy rozpoznał kroki tego człowieka i zapytał go czy to on odwrócił kartonik i co na nim napisał……
Mężczyzna odpowiedział: ” nic, co nie byłoby prawdą. Przepisałem Twoje zdanie, tylko troszkę inaczej.”
Uśmiechnął się i oddalił….
Niewidomy nigdy nie dowiedział się, że na jego kartoniku było napisane:
Dziś wszędzie dookoła jest wiosna.. A ja nie mogę jej zobaczyć…

Zmień swoją strategię, jeśli coś nie jest tak jak być powinno. A zobaczysz, że będzie lepiej…
Podziel się tym opowiadaniem z każdym, kto według Ciebie, zasługuje na to, by dostrzec "wiosnę", nawet jeśli czasem jest to trudne…
I do wszystkich tych, których chcesz widzieć ciągle uśmiechniętymi, bo to właśnie ich uśmiech zmienia świat na lepsze…