Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przychód pasywny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przychód pasywny. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 września 2012

Geoarbitraż


Zarabiać w Polsce, a żyć w domu na plaży w Tajlandii? To nie jest niemożliwe. Dzięki wynalazkowi o nazwie geoarbitraż.


Gdy moi znajomi brali kredyty mieszkaniowe na setki tysięcy złotych i kupowali kolejny samochód, ja stwierdziłem, że czas skończyć z niewolniczym etatem. 60-metrowe mieszkanie w Warszawie wynająłem za 2,5 tys. zł miesięcznie. Co miałem, spieniężyłem, by mieć gotówkę na bilet lotniczy oraz wydatki, i postanowiłem wyjechać z Polski – opowiada Piotr, 32-letni, grafik komputerowy, który już od trzech lat mieszka w Tajlandii. Stały dochód z wynajmu mieszkania w Warszawie zapewnia mu życie w warunkach, na jakie w Polsce musiałby bardzo ciężko pracować. Ale nie jest na wakacjach. On pracuje. Tylko zamiast siedzieć przy biurku w drukarni na przedmieściach Warszawy, rozkłada laptop w swojej chacie na wyspie Phuket w Tajlandii.

Wynajęcie domu z widokiem na morze i wyposażonego w telewizję oraz internet w jednym z najbardziej popularnych miejsc Tajlandii kosztuje go niespełna 1 tys. zł. Po odliczeniu wydatków na życie i rozrywki wciąż zostaje mu w kieszeni tyle, że nie musiałby pracować. Zlecenia pracy z Polski przyjmuje dla przyjemności, bo masowanie się orzechowym masłem przy akompaniamencie szumu fal znudziło mu się już po kilku miesiącach. Dla takich jak on w Tajlandii powstała nowa branża: obsługa „bogatych inaczej". Kim są? To Europejczycy i Amerykanie, którzy postanowili przeprowadzić się do krajów, gdzie ich przeciętne dotąd dochody pozwalają na dostatnie życie. Wynalazek pracy zdalnej, przez internet, pozwala, aby wciąż pracowali jako prawnicy, księgowi, analitycy giełdowi czy specjaliści IT, ale „amerykańskie zarobki” w zestawieniu z azjatyckimi kosztami życia pozwalają im oszczędzać tysiące dolarów, podróżować bez końca i korzystać z wszystkiego, co planeta ma do zaoferowania. Szacuje się, że w południowo-wschodniej Azji tak urządziło się już 200 tys. Amerykanów.

– Ludzie nie chcą być milionerami, chcą tylko doświadczyć tego, na co do niedawna stać było wyłącznie milionerów. Problem sprowadza się do tego, jak prowadzić styl życia milionera, nie mając na koncie miliona – zastanawia się Timothy Ferriss, amerykański przedsiębiorca i autor bestsellera „4-godzinny tydzień pracy". W książce pisze, że odpowiedzią jest geoarbitraż: zarabianie w kraju o wysokim standardzie życia, a wydawanie w kraju o standardzie niższym. „Zabawa przynosi największe zyski, gdy zarabiasz w dolarach, wydajesz w pesetach, a wynagrodzenia płacisz w rupiach” – pisze Ferriss. Osobiście doprowadził zasady geoarbitrażu do perfekcji. Swoją firmę prowadzi przez internet, pomieszkując przy tym za grosze w najtańszych krajach świata. Najbardziej pracochłonne zajęcia zleca swoim asystentom w Indiach. Dzięki temu znalazł czas i pieniądze, by okrążyć kulę ziemską (...).

Także dla Polaków Najwięcej korzyści geoarbitraż przynosi mieszkańcom najbogatszych krajów, np. Amerykanom, Kanadyjczykom, Australijczykom czy mieszkańcom zachodniej części Europy, bo za ich wynagrodzenie w przeliczeniu na dolary można kupić znacznie więcej niż za wynagrodzenie w Polsce (średnio 800 dolarów miesięcznie netto). Co nie znaczy, że geoarbitraż Polakowi się nie opłaci. Według serwisu CNN Money najtańsze na świecie miejsca, gdzie do komfortowego życia wystarczy mniej niż 500 dolarów miesięcznie, to Kambodża, Filipiny, Tajlandia, Kostaryka i Urugwaj. Posiłek w restauracji można tam zjeść za 2-3 dolary, paczka papierosów czy szklanka piwa to mniej niż dolar.

„To mógłby być Twój dom". „Dziś jest ostatni dzień z reszty Twojego życia” – tak widok z wyspy Phuket reklamują tajlandzkie firmy wyspecjalizowane w obsłudze młodych emerytów z Zachodu. Kancelaria Siam Legal już za jedyne 399 funtów oferuje załatwienie wizy emerytalnej pozwalającej na stały pobyt w Tajlandii. Warunki: ukończone 50 lat życia, stałe dochody i konto w tajlandzkim banku. Firma Retire Asia przygotowała rozszerzony pakiet usług dla tych, którzy oprócz leniuchowania pod palmą zechcą robić coś więcej: pracować przez internet, pilnować spraw w kraju, inwestować swoje pieniądze na giełdzie czy dorabiać jako nauczyciele angielskiego.

– Tajlandia będzie dla Polaków dość tanim krajem – uważa Janusz Koniak, mieszkający w Bangkoku szef biura podróży Ultima Travel. – Posiłek w restauracji kosztuje około 1,5 dolara, a w niezłej restauracji z kuchnią europejską ok. 6 dolarów. Ceny owoców są śmieszne – od ćwierć dolara za porcję ananasa do 1 dolara za kilogram mandarynek czy bardziej egzotycznych mango i rambutanów – wylicza.

Według wyliczeń Banku Światowego dotyczących kosztów życia w różnych krajach ze swoją pensją lub emeryturą moglibyśmy pokusić się też o zamieszkanie w krajach nieco droższych: na Malediwach, w Argentynie, Urugwaju, Brazylii, Panamie, na Filipinach albo Sri Lance.

Rodzina w komplecie

Irlandczyk Benny Lewis już od siedmiu lat prowadzi żywot obieżyświata. Był w blisko 20 krajach, a jednocześnie pracuje jako tłumacz (zna 11 języków). Za tłumaczenia bierze honoraria na standardowym poziomie zachodnim. Pracę przyjmuje i wysyła za pośrednictwem internetu. Problemem nie są także płatności. Zleceniodawcy przelewają pieniądze na jego konto bankowe, a on wypłaca gotówkę w dowolnym bankomacie na całym świecie. Część jego klientów nie zdaje sobie sprawy, że kontaktuje się z osobą pracującą w biurze pod palmą. Benny wykupił usługę, która połączenia z jego stacjonarnego numeru przekierowuje na internetowy komunikator. – Jeżeli możesz pracować z domu, dlaczego nie może to być dom na drugim końcu świata? – pyta Ben.
Geoarbitraż to rozwiązanie nie tylko dla singli i buntowników. Amerykanin Chuck Holton zdecydował się na przeprowadzkę do Panamy wraz żoną i piątką dzieci. Dzięki znacznie niższym kosztom życia przez rok udało mu się zgromadzić oszczędności i spłacić kredyt hipoteczny. – Zorganizowanie sobie pracy w ten sposób wymaga sporej inwencji, ale jest możliwe także na polskim rynku pracy – twierdzi Jakub Poddany, dyrektor w międzynarodowej firmie rekrutacyjnej Hays. Wprawdzie w Polsce oferty stałej pracy, gdzie pracodawca nie potrzebuje pracownika fizycznie w biurze, są rzadkością, ale popularność pracy wykonywanej przez internet rośnie. – W sposób zdalny mogą pracować tłumacze, księgowi, prawnicy, analitycy i konsultanci z różnych dziedzin – dodaje menedżer.

Wojciech Grzelak, 49-letni przedsiębiorca z Żywca, przez kilka lat kierował swoją firmą z chaty w Górnoałtajsku na Syberii. Będąc szefem wydawnictwa wydającego książki dla dzieci, jak zwykle przeglądał korektę, akceptował projekty nowych publikacji, pilnował finansów firmy. Odległość ograniczyła kontakty z przyjaciółmi w Polsce, ale na Syberii też zawarł sporo przyjaźni. Uciążliwy był brak niektórych towarów w sklepach. Polskie jabłka kosztowały tam 2 zł za sztukę. Drogie i niedobre były wędliny oraz konserwy. – Pożyczałem gazika od sąsiada i tak jak miejscowi jechałem do lasu na polowanie. Po paru tygodniach wracałem z zapasem mięsa. W jednym z pokojów urządziłem spiżarnię – wspomina Grzelak. – Myślałem o budowie domu, ośrodka turystycznego i przeprowadzeniu się w góry na stałe. Zmienił się jednak klimat polityczny, byłem traktowany coraz bardziej podejrzliwie i pojawiły się problemy z wizą. W końcu bilans zaleti wad mieszkania na Syberii zmienił się na ujemny i wróciłem – opowiada.

Mikrogeoarbitraż

Decyzja o wyjeździe przychodzi o wiele łatwiej, kiedy przeprowadzka dotyczy kraju bliskiego kulturowo. Niemiec zarabiający w swoim kraju, ale mieszkający w Polsce korzysta finansowo na różnicy w kosztach życia. Jednocześnie jest mu łatwiej, bo żyje w tym samym kręgu kulturowym. Polacy bez problemu mogą korzystać z geoarbitrażu, przeprowadzając się do Rumunii, Bułgarii lub Czarnogóry. – Przeprowadzka na egzotyczne Filipiny z pewnością nie jest rozwiązaniem dla każdego. Na jakość życia poza warunkami mieszkaniowymi składają się również takie elementy, jak dostęp do kultury i dóbr konsumpcyjnych, oferta edukacyjna – mówi Gabriela Jabłońska, socjolog i analityk rynku pracy firmy Sedlak & Sedlak.

Jeśli nie chcemy wywracać życia do góry nogami, to korzyści geoarbitrażu możemy sprawdzić w mniejszej skali. Już dziś wiele osób mieszka i pracuje w relatywnie tanich miastach, jak Radom, Olsztyn czy Łódź. Wiążąc się z pracodawcą z Warszawy, zarabiają więcej, a wydają mniej na życie. To sposób na zgromadzenie sporych oszczędności – podpowiadają eksperci.

źródło: WPROST

PS. Z tematem Geoarbitrażu nieodłącznie wiąże się książka Tima Ferrissa, 4-godzinny tydzień pracy.
Czytaliście o niej tutaj lub tutaj

czwartek, 13 września 2012

Kto chce odnieść sukces?

...A kto jest gotowy zmienić coś w swoim życiu?

Tym "czymś" jest sposób myślenia i działania.


Otóż to!
Pamiętaj, że aby być tam, gdzie nigdy nie byłeś, musisz iść drogą, którą nigdy nie szedłeś.
Jeśli chcesz osiągnąć to, czego nigdy nie miałeś, musisz robić to, czego nigdy nie robiłeś.

SUKCES BĘDZIESZ BUDOWAŁ NA NIEWYGODZIE!
Tak mawia mój znajomy, który udowadnia to na własnym przykładzie, że wie co mówi.

Jest taki dociekliwy człowiek, których nazywa się Steve Siebold.
Przez blisko 30 lat usiłował ustalić, co odróżnia milionerów od zwykłych ludzi. Jeździł po świecie i zadawał bogaczom niezliczoną ilość pytań. Okazało się, że to, co determinuje nasz stan posiadania, to sposób myślenia. W zasadzie nic odkrywczego - sprawdź. 
Swoje wnioski Siebold zawarł w książce "Jak myślą bogaci", a esencję wyciągnął z niej serwis businessinsider.com.

Oto 21 zasad, które być może zmienią "coś" w Twoim życiu:
  1. Dla przeciętniaków korzeniem wszelkiego zła są PIENIĄDZE. Według bogatych źródłem zła jest UBÓSTWO. "Przeciętna osoba na skutek prania mózgu wierzy, że bogaci ludzie albo mają farta albo są nieuczciwi". 
  2. Dla przeciętniaków egoizm to wada. Dla bogatych – cnota. "Jeśli nie jesteś w stanie zadbać o siebie, nie masz pozycji do zadbania o innych. Nie możesz dać czegoś, czego nie masz". 
  3. Przeciętniacy mają w mentalności czekanie na bogactwo. Bogaci to ludzie "czynu i działania", zamiast czekać wolą działać.
  4. Przeciętniacy wierzą, że do bogactwa prowadzą wyższe studia. Bogaci wiedzą, że do bogactwa doprowadziła ich specjalizacja. 
  5. Przeciętniacy powtarzają, że „kiedyś to było lepiej”. Bogaci patrzą w przyszłość. 
  6. Przeciętniacy patrzą na pieniądze z ekscytacją. Bogaci myślą o nich logicznie, są jedynie narzędziem, a nie celem samym w sobie. 
  7. Przeciętniacy zarabiają wykonując pracę, której nie cierpią. Bogaci zarabiają na swojej pasji. Co znamienne - Siebold wskazuje, że dla przeciętnych ludzi bogacze mogą jawić się jako pracoholicy. W rzeczywistości jednak robią oni to, co kochają i dlatego poświęcają na to tak dużo czasu. I dlatego odnoszą takie sukcesy.
  8. Przeciętni mają niskie oczekiwania, żeby się nie rozczarować. Bogaci lubią wyzwania i mają duże wymagania. Również albo przed wszystkim wobec siebie. 
  9. Przeciętniak sądzi, że aby być bogatym, trzeba coś zrobić. Bogaci wiedzą, że ważniejsze jest to, kim się jest. "Gdy masy są skupione na zrobieniu czegoś i uzyskaniu z tego natychmiastowego efektu, bogaci uczą się, rozwijają z każdym doświadczeniem, złym lub dobrym. Wiedzą przy tym, że nagrodą za to będzie człowiek sukcesu, który na koniec będzie generował powalające wyniki".
  10. Przeciętni wierzą, że trzeba najpierw mieć pieniądze, by je pomnażać. Bogaci wykorzystują do pomnażania pieniądze innych. 
  11. Zdaniem przeciętniaków rynkiem kieruje logika i strategia. Bogaci wiedzą, że kierują nim emocje i chciwość. "Wiedza o tej stronie ludzkiej natury i jej przełożenia na biznes daje bogatym strategiczną przewagę nad innymi".
  12. Przeciętniacy żyją ponad stan. Bogaci wydają mniej niż zarabiają. Dlatego, dopóki  przeciętny człowiek nie zmieni sposobu myślenia, dopóty nie stanie się bogatym. Niezależnie od tego, ile będzie zarabiał. Sekretem jest zestawienie przychodów i rozchodów. Spójrz np. tutaj
  13. Przeciętniacy uczą swoje dzieci, jak przetrwać. Bogaci uczą je, jak się wzbogacać. 
  14. Przeciętniacy pozwalają, by pieniądze ich stresowały. Bogaci znajdują spokój w swoim dobrobycie. Przeciętni uważają zarabianie pieniędzy za zło konieczne, niezbędne do przedłużenia życia. Bogaci zaś uznają bogactwo za wyzwolenie, dające spokój umysłu.
  15. Przeciętniacy wolą,  rozrywkę niż edukację. Bogaci odwrotnie. I nie kłóci się to z wcześniejszą tezą, według której dla bogaczy studia nie są aż tak ważne. Nie chodzi bowiem o edukację formalną, a "docenienie potęgi uczenia się długo po skończeniu studiów" – twierdzi Siebold. Według niego, pierwsze, co rzuca się w oczy w domu bogacza, to książki pokazujące jak odnieść sukces. "Klasa średnia czyta zaś powieści, tabloidy i magazyny rozrywkowe".
  16. Przeciętniacy uważają bogatych ludzi za snobów. Bogaci chcą po prostu otaczać się ludźmi takimi, jak oni."Kto z kim przestaje..."
  17. Dla przeciętniaków najważniejsze jest oszczędzanie. Dla bogatych – zarabianie. 
  18. Przeciętniacy obchodzą się z pieniędzmi ostrożnie. Bogaci wiedzą, kiedy zaryzykować. 
  19. Przeciętniacy uwielbiają wygodę. Bogaci znajdują wygodę w niepewności.

    Zarobienie wielkich pieniędzy zazwyczaj wiąże się z wielkim ryzykiem – którego klasa średnia nie chce podejmować, bo jej "fizycznym, psychologicznym i emocjonalnym celem jest wygoda". Ludzie sukcesu zaś wiedzą, że dorobienie się bogactwa nie jest łatwe, a wygoda bywa niszcząca – bo prowadzi do lenistwa. Dlatego bogaci szybko uczą się, jak czuć się komfortowo w stanie niepewności.

  20. Przeciętniacy nigdy nie znajdują powiązania między zdrowiem i pieniędzmi. Bogaci wiedzą, że pieniądze mogą uratować im życie. 
  21. Przeciętniacy uważają, że muszą wybierać między szczęśliwą rodziną, a bogactwem. Bogaci wiedzą, że mogą mieć je jednocześnie. 

Na koniec coś dla miłośników fotografii i piękna przyrody

PS. Podziękowania dla Michała za inspirację!

sobota, 12 listopada 2011

O Wolności - w Dzień Niepodległości

   Szczerze wierzę, że to, co za chwilę przeczytasz, będzie właściwym drogowskazem do osiągnięcia Wolności lub choćby spojrzeniem na rzeczywistość z zupełnie innej perspektywy - oczami Tima Ferrisa.
  
Kim do licha jest Timothy Ferriss?
Seryjny przedsiębiorca, wyjątkowy obieżyświat, publikował w New York Timesie, National Geographic, Traveller, Maximie i innych mediach. Mówi sześcioma językami, kieruje międzynarodową firmą za pośrednictwem bezprzewodowego Internetu, ustanowił światowy rekord w tangu, posiada tytuł mistrza kraju w chińskim kick boxingu, jest aktorem grającym w popularnym serialu telewizyjnym w Hongkongu i ma... zaledwie trzydzieści lat.

Zapytany "czym się zajmujesz?" odpowiada:

    "Nigdy nie lubiłem odpowiada na to koktajlowe pytanie, ponieważ odzwierciedla ono epidemię , której niegdyś uległem: opisywania siebie samego w kategoriach wykonywanej pracy. Jeśli ktoś teraz pyta mnie o to i nie jest całkowicie szczery, wyjaśniam mu: "Handluję »koksem«".
    To zazwyczaj kończy rozmowę. W rzeczywistości to tylko połowa prawdy. Opowiedzenie całej prawdy zajęłoby zbyt dużo czasu. Jak mogę wyjaśnić, że to, co robię ze swoim czasem, i to, co robię dla pieniędzy, to dwie zupełnie różne rzeczy? Że pracuję mniej niż cztery godziny tygodniowo i zarabiam więcej w ciągu miesiąca niż kiedyś przez cały rok?
    Po raz pierwszy zamierzam podzielić się moją prawdą , opowiedzieć całą historię . Łączy się ona z pewną subkulturą , złożoną z ludzi zwanych Bogatymi w Zupełnie Nowy Sposób (NR - skrót od ang. New Rich, czyli dosłownie nowobogacki; w książce nie używam jednak tej nazwy, gdyż w języku polskim określa ona zupełnie inne zjawisko przyp. tłum.).
   Co takiego robią milionerzy mieszkający w igloo, czego nie robiliby milionerzy mieszkający w swoim boksie? Żyją zgodnie z regułami, które nie są powszechnie przyjęte.
   Jak pracownik wielkiej i prestiżowej firmy może wyrwać się na miesiąc w podróż po świecie, by jego szef nawet tego nie zauważył? Wystarczy, że wykorzysta technologię do ukrycia tego faktu.
   Złoto się starzeje. Bogaci w Zupełnie Nowy Sposób (NR) to ci, którzy porzucają plany na daleką przyszłość i stwarzają sobie luksusowy styl życia już teraz, wykorzystując swoją własną walutę: czas i mobilność . To sztuka i nauka, którą określamy mianem Projektowania Stylu Życia.
Ostatnie trzy lata spędziłem, obracając wśród ludzi, którzy żyją w świecie przekraczającym granice mojej wyobraźni. Pokażę ci, jak - zamiast nienawidzić rzeczywistości -  możesz ją kształtować zgodnie ze swoją wolą . To łatwiejsze, niż się wydaje. Przeistoczenie si ę z pracownika biurowego, przeciążonego pracą i marnie opłacanego, w członka NR, na początku wydaje się dziwne i nieprawdopodobne, ale teraz, kiedy rozszyfrowałem kod, okaże się proste i łatwe do powtórzenia. To recepta.
  Życie wcale nie musi bćy tak strasznie ciężkie. Bo w swej istocie wcale takie nie jest. Większość ludzi,w tym ja (w przeszłości), poświęca zbyt dużo czasu na przekonywanie samych siebie, że życie musi być ciężkie, koniecznie trzeba harować od 9 do 17, otrzymując w zamian (od czasu do czasu) spokojne weekendy i sporadyczne, krótkie (pod groźbą utraty pracy) wakacje.
   Prawda, a przynajmniej ta prawda, którą żyję i którą chcę się podzielić w tej książce, jest jednak zupełnie inna. Od wykorzystania różnic kursowych, po zlecenie obsługi swojego życia i zniknięcie. Pokażę ci, jak grupka wtajemniczonych wykorzystuje ekonomiczne sztuczki, by robić to, co większość ludzi uważa za niemożliwe.
   Jeśli wybrałeś tę książkę , prawdopodobnie nie zamierzasz tkwić za biurkiem do emerytury. Niezależnie od tego, czy pragniesz uciec od wyścigu szczurów, odbyć podróż marzeń, chodzić na długie spacery, bić światowe rekordy, czy po prostu dokonać zdecydowanej zmiany w swojej karierze, ta książka zaopatrzy cię we wszystkie narzędzia, których potrzebujesz, by zrealizować swoje zamiary tu i teraz, zamiast czekać na często złudną "emeryturę". To sposób, by odebrać swoją życiową nagrodę za ciężką pracę już, nie czekając do samego końca.
   Jak? Zaczyna się to od pewnej bardzo prostej różnicy, której wielu ludzi nawet nie zauważa - i której ja również nie zauważyłem przez całe dwadzieścia pięć lat.
   Ludzie nie chcą być milionerami - chcą tylko doświadczać tego, na co - jak są przekonani - stać tylko milionerów. Alpejskie domki narciarskie, kamerdynerzy i egzotyczne podróże często pojawiają się na tym obrazku. Być może zależy im na wcieraniu w brzuch masła kokosowego, hamaku i słuchaniu szumu fal rytmicznie uderzających o taras krytego strzechą bungalowu? Brzmi przyjemnie.
   Milion dolarów w banku to żadna fantazja. Fantazją jest styl życia, całkowita wolność, na którą ponoć pozwala ta kwota. Pytanie jest zatem inne: "Jak mogę zacząć prowadzić styl życia milionera, nie mając miliona dolarów?".

   W ciągu ostatnich pięciu lat sam sobie odpowiedziałem na to pytanie, zaś ta książka jest odpowiedzią dla ciebie. Pokażę w niej dokładnie, jak oddzieliłem dochód od czasu i stworzyłem dla siebie idealny styl życia w ruchu. Podróżuję po świecie i cieszę się wszystkim, co nasza planeta ma do zaoferowania. Jak, u diabła, mogłem przejść z czternastogodzinnego dnia pracy i 40 tysięcy dolarów rocznie do czterogodzinnego tygodnia pracy i 40 tysięcy dolarów miesięcznie?"

...tego dowiesz się z rewelacyjnej książki Tima Ferrissa pt. 4-godzinny tydzień pracy, którą znajdziesz na na przykład tutaj.
Jeśli nie masz zbyt wiele czasu na czytanie książki, to 25.11 pojawi się audiobook.

wtorek, 1 listopada 2011

31 października - Światowy Dzień Oszczędzania

     "Kiedy 13 lat temu razem z moją żoną Maryanne budowaliśmy nasz salon fryzjerski w Greenspoint Mall, co dzień zatrzymywał się koło nas pewien Wietnamczyk i sprzedawał nam pączki. Ledwo mówił po angielsku, lecz był zawsze przyjazny, więc za pomocą uśmiechów i na migi jakość się zaznajomiliśmy. Nazywał się Le Van Vu.

W ciągu dnia Le pracował w piekarni, a wieczorami oboje z żoną słuchali taśm, żeby nauczyć się angielskiego. Dowiedziałem się później, że spali na workach wypchanych trocinami rozłożonych na podłodze jakiegoś pomieszczenia na zapleczu piekarni.

W Wietnamie rodzina Van Vu zaliczała się do najbogatszych w Azji Południowo-Wschodniej. Byli właścicielami niemal jednej trzeciej Wietnamu Północnego, mając w szczególności olbrzymie udziały w przemyśle i nieruchomościach. Kiedy jednak jego ojciec został brutalnie zamordowany, Le przeniósł się wraz z matką do Wietnamu Południowego, gdzie chodził do szkoły i w końcu został prawnikiem.

Le cieszył się powodzeniem, podobnie jak wcześniej jego ojciec. Dostrzegł możliwości prac budowlanych stwarzane przez stale rosnącą obecność amerykańską w Wietnamie Południowym i wkrótce stał się jednym z czołowych budowniczych w tym kraju. Kiedy jednak udał się w podróż na Północ, został ujęty i wtrącony do więzienia na trzy lata. Uciekł, zabijając pięciu żołnierzy, i znalazł sobie drogę do Wietnamu Południowego, gdzie znów został aresztowany. Rząd południowo-wietnamski uznał, że jest „podrzutkiem” wywiadu Wietnamu Północnego.

Po wyjściu z więzienia Le znów wziął się do pracy i założył przedsiębiorstwo rybackie, stając się w końcu największym w Wietnamie Południowym producentem konserw.

Kiedy dowiedział się, że oddziały amerykańskie i personel ambasady Stanów Zjednoczonych przygotowują się do opuszczenia jego kraju, podjął życiową decyzję.

Wziął całe złoto, które wcześniej zgromadził, załadował je na jedną ze swych łodzi rybackich i pożeglował wraz z żoną ku okrętom amerykańskim, które stały w porcie. Tam wymienił całe swe bogactwo na bezpieczny przejazd z Wietnamu na Filipiny, gdzie wraz z żoną dostali się do obozu dla uchodźców.

Le postarał się o spotkanie z prezydentem Filipin, którego przekonał, by udostępnił mu jeden ze swych statków do rybołówstwa. W ten sposób znów wrócił do działalności gospodarczej. Zanim dwa lata później opuścił Filipiny, udając się do Stanów Zjednoczonych (co było jego największym marzeniem), stał się jedną z głównych postaci pracujących nad rozwojem rybołówstwa na Filipinach.

W drodze do Ameryki Le pogrążył się jednak w strapieniu i rozpaczy, jakimi napawała go perspektywa rozpoczynania wszystkiego jeszcze raz od zera. Jego żona opowiadała nam, jak znalazła go raz przy balustradzie statku, gdy gotował się już, by rzucić się za burtę.

„Le – powiedziała mu – jeśli się utopisz, co stanie się ze mną? Jesteśmy ze sobą od tak dawna i tyle razem przeszliśmy. Możemy zrobić to razem”. Był to cały głos otuchy, jakiej Le Van Vu potrzebował.

Kiedy wraz z żoną przybyli do Houston w roku 1972, byli całkiem spłukani i nie mówili ani słowa po angielsku. W Wietnamie członkowie jednej rodziny wzajemnie się o siebie troszczą, toteż Le i jego żona znaleźli sobie schronienie w pomieszczeniu na zapleczu piekarni w Greenspoint Mall, której właścicielem był jego kuzyn. Nasz salon fryzjerski budowaliśmy o kilkaset stóp dalej.

A teraz, jak to się mówi, czas na „przesłanie” całej tej historii. Kuzyn Le zaproponował mu i jego żonie pracę w piekarni. Po odliczeniu podatków Le miał dostawać do ręki 175 dolarów tygodniowo, a jego żona 125 dolarów. Innymi słowy, ich całkowity dochód roczny wynosił 15 600 dolarów. Co więcej, kuzyn zaproponował im, że sprzeda im piekarnię, jeśli zgromadzą 30000 dolarów gotówką. Na pozostałe 90 000 dolarów był gotów przyjąć skrypt dłużny.

I oto co zrobili Le i jego żona: dysponując dochodem 300 dolarów tygodniowo, postanowili jednak nadal mieszkać na zapleczu. Przez dwa lata myli się wyłącznie za pomocą gąbki w toaletach pasażu handlowego. Przez dwa lata ich dieta składała się niemal wyłącznie z produktów piekarni. Przez dwa lata żyli za jedyne – naprawdę jedyne – 600 dolarów rocznie, zaoszczędzając 30 000 dolarów na wpłatę gotówkową.

Le tak wyjaśniał później swe rozumowanie: „Gdybyśmy wynajęli mieszkanie, na co mogliśmy sobie pozwolić, mając 300 dolarów tygodniowo, musielibyśmy płacić czynsz. Następnie musielibyśmy też oczywiście kupić meble. Następnie musielibyśmy dojeżdżać do pracy, a to oznacza, że musielibyśmy kupić samochód. Następnie musielibyśmy kupować benzynę do samochodu i opłacać ubezpieczenie. Następnie zapewne gdzieś byśmy wyjeżdżali samochodem, a to oznacza, że musielibyśmy kupować ubrania i artykuły toaletowe. Tak więc wiedziałem, że jeśli wynajmiemy mieszkanie, nigdy nie uzbieramy tych 30 000 dolarów”.

Myślisz teraz, że wiesz już wszystko o Le? Otóż opowiem ci więcej. Kiedy zaoszczędzili już 30000 dolarów i kupili piekarnię, Le usiadł z żoną do poważnej rozmowy. Powiedział, że wciąż są winni kuzynowi 90 000 dolarów, i choć ostatnie dwa lata były dla nich tak trudne, to powinni pozostać na zapleczu przez jeszcze jeden rok.

Z dumą mogę powiedzieć, że w ciągu tego jednego roku mój przyjaciel i mentor Le Van Vu i jego żona, oszczędzając właściwie każdy grosz, jaki przynosiła im firma, spłacili kuzynowi całe 90 000 dolarów pożyczki. W ten sposób w ciągu zaledwie trzech lat stali się właścicielami niezwykle rentownego przedsiębiorstwa wolnego od wszelkich obciążeń.

Wtedy – i dopiero wtedy – przenieśli się do swego pierwszego mieszkania. Po dziś dzień oszczędzają bardzo regularnie, żyją z niesłychanie drobnego ułamka swych dochodów i oczywiście za wszystkie zakupy płacą gotówką.

Czy myślisz, że Le Van Vu jest dziś milionerem? Z przyjemnością mogę powiedzieć, że wielokrotnym."

Historia pochodzi z książki Marka Hansena i Roberta Allena, Jednominutowy milioner. Światła droga do bogactwa

poniedziałek, 21 marca 2011

Źródła wiedzy, które robią wielką różnicę

Poniżej zamieszczam kilka krótkich filmów na temat finansów osobistych z komentarzem Roberta Kiyosaki











Jutro planuję rozwinięcie tematu trójkąta B-I. Lekcja szczególnie ważna dla każdego, kto ma zamiar założyć własną firmę.
Robert podpowie od czego zacząć.

niedziela, 27 lutego 2011

Pracuj mądrze, nie ciężko

Dziś jest niedziela, a jutro będzie poniedziałek - banał, prawda?
Ale mam w tym miejscu pytanie:
Jakie uczucia/emocje odczuwasz na myśl, że jutro zaczyna się kolejny tydzień pracy (dla większości)?
Czy jest to radość, entuzjazm i zadowolenie?

A może odwrotnie: złość, zniechęcenie, niepokój, niezadowolenie?

Poniżej zamieściłem historię Pablo i Bruno, która obrazuje jak większość ludzi pracuje całe życie za pieniądze. Niektórzy jednak znaleźli sposób żeby poświęcić swój czas i energię na budowanie własnego biznesu, który później przynosi dochody niezależnie od naszej pracy (Przychód pasywny).
Do wykopania rowu można przecież użyć różnych narzędzi, np. łopatę lub koparkę. Co Ty wybierzesz?

Arystoteles Onassis (1906 - 1975, grecki przedsiębiorca, magnat transportu morskiego, jeden z najbogatszych ludzi ówczesnych czasów) zapytany kiedyś, co by dzisiaj zrobił gdyby był normalnym biednym człowiekiem? - odpowiedział:
Znalazłbym sobie prace, zwykłą etatową pracę.
Pracowałbym bardzo ciężko i oszczędzał.
- Za zaoszczędzone pieniądze kupiłbym sobie najlepszy garnitur, najlepsze buty, najlepszą koszulę i najlepszy krawat.
- Tak ubrany poszedłbym do najlepszej restauracji w mieście , usiadłbym przy którymś z wolnych stolików, zamówił sobie herbatę , nastawił uszu i słuchał co mają do powiedzenia ludzie sukcesu , bo w takich miejscach ich spotkasz... i bym się od nich uczył , uczył i uczył...
Jeżeli na przykład słuchasz swoich rodziców, to skończysz jak oni.
Jeżeli słuchasz kolegów, skończysz jak oni. Jeżeli słuchasz Wiadomości, to po pewnym czasie będziesz równie przepełniony goryczą i smutny jak one.
Jeżeli słuchasz szefa, kierownika, skończysz jak oni.
Dlatego słuchaj ludzi, którzy mogą przekazać Ci informacje potrzebne do osiągnięcia Twojego sukcesu, Twojego szczęścia.
Nie wzoruj się na przegranych, jeśli chcesz wygrać.

Robert Krool

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Polowanie na finansowe ŚWIĘTE KROWY

Kilka dni temu kupiłem kolejną książkę [sic!] z cyklu "Doradcy bogatego ojca". Do książki dołączona była płyta DVD, która zawiera 8 zasad w które część z nas jeszcze wierzy, a które to prowadzą nas donikąd!
Są to:
  • IDŹ DO SZKOŁY
  • ZNAJDŹ PRACĘ
  • PRACUJ CIĘŻKO
  • ŻYJ SKROMNIE
  • ODKŁADAJ PIENIĄDZE
  • TWÓJ DOM TO TWOJE AKTYWA
  • POSPŁACAJ DŁUGI
  • INWESTUJ DŁUGOTERMINOWO I DYWERSYFIKUJ SWOJE INWESTYCJE
A oto część tego nagrania


P.S.  Jeśli interesuję Cię ta tematyka lub chciałbyś tylko rozwinięcia tego posta, to napisz mi o tym w poniżej, w komentarzu do tej zajawki
P.S.2 Jest to również kontynuacja posta pt."Bądź sobą", może być najgorszą radą!

poniedziałek, 11 października 2010

Pieniądze, czyli mit

Dziś będzie bardzo krótko.
Chciałbym jedynie zwrócić Twoją uwagę na doskonałą książkę, nad którą od kilku dni spędzam każdą wolną chwilę.
Mowa tu o książce Bena Sweetlanda, „Bogać się, kiedy śpisz”.
Tytuł posta został zapożyczony właśnie od jednego z rozdziałów w/w książki.

Ósmy rozdział dotyczy tematu pieniędzy
(i jest kontynuacją naszego poprzedniego posta).
Wynika z niego, że pieniądz papierowy to nie jest coś realnego i faktycznie nie kupujemy za niego żadnego produktu. Za pieniądze możemy kupić jedynie ludzką pracę, dzięki której powstał jakiś produkt.
Wniosek?
Nie należy koncentrować się na pieniądzach, które nie są czymś realnym, ale na tych rzeczach i przedmiotach, których pragniesz. Jak to zrobić? O wszystkim dowiesz się jak przestudiujesz całą genialną książkę Sweetlanda.
Żeby zachęcić Cię do lektury „Bogać się, kiedy śpisz” zamieszczam poniżej urywek audiobooka z omawianego rozdziału



Sugeruję potraktować tą książkę poważnie, bo inaczej będziesz żałował tak, jak ten Pan:

"Po zakupie książki musiała poczekać na doczytanie innych. Gdy do niej się "dobrałem" żałowałem, dlaczego nie sięgnąłem wcześniej po nią! To jest jedna z najlepszych, jakie dotąd czytałem. Powinna być jedną z lektur obowiązkowych w szkole.

Przez kilka miesięcy przesłuchałem ją jakieś trzydzieści razy, gdy mnie ogarniają jakieś wątpliwości wybieram losowo jakiś rozdział i zamiast radia w aucie słucham tej książki. Polecam każdemu."

Jacek Pucek, zawód elektryk, elektronik
Ben Sweetland, „Bogać się, kiedy śpisz”

wtorek, 5 października 2010

... po prostu różni mentalnie!


Czy czytaliście kiedyś artykuł, wiersz, książkę albo oglądaliście film, który - jak się później okazało - odmienił Wasze życie?
Jeśli tak, to wiecie o czym piszę, jeśli nie - mam dla Was pewną propozycję.

Kilka słów o... książce Bogaty albo biedny po prosto różni mentalnie!
Może myślisz w tym momencie, że to temat nie dla Ciebie. Jeśli tak, to tym bardziej POWINIENEŚ! Ale do rzeczy!

„Bogaty albo biedny“ ujawnia brakujące ogniwo między pragnieniem sukcesu a jego osiągnięciem!
Czy zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego niektórzy łatwo dochodzą do majątku, a inni mają ciągłe problemy, żeby związać koniec z końcem? Czy ta różnica wynika z ich wykształcenia, inteligencji, umiejętności, wyczucia czasu, nawyków zawodowych, kontaktów, odrobiny szczęścia, czy też może z zawodu, biznesu albo inwestycji, które wybrali?
Szokująca odpowiedź brzmi: z żadnej z tych rzeczy!
W przełomowej książce „Bogaty albo biedny ” T. Harv Eker twierdzi: „Daj mi pięć minut, a powiem ci, jaką będziesz miał finansową przyszłość!”. Eker potrafi to zrobić, rozpoznając indywidualny „schemat pieniędzy i sukcesu”. Każdy z nas ma własny schemat pieniędzy zakorzeniony w podświadomości i to właśnie ten schemat, bardziej niż cokolwiek innego, decyduje o naszym sukcesie finansowym. Możesz wiedzieć wszystko o marketingu, sprzedaży, negocjacjach, akcjach, nieruchomościach i świecie finansów, lecz jeśli twój schemat pieniędzy nie jest nastawiony na wielki sukces, nigdy nie dojdziesz do wielkich pieniędzy – a jeśli jakimś trafem zdobędziesz pieniądze, najprawdopodobniej je stracisz!
„Bogaty albo biedny” to właściwie dwie książki w jednej. Pierwsza część wyjaśnia, jak działa schemat pieniędzy. Z wykładu Ekera, którego cechuje rzadko spotykane połączenie błyskotliwej inteligencji z niezwykłym poczuciem humoru, dowiesz się, jaką zajmujesz pozycję w świecie finansów. Nauczysz się też, jak rozpoznać i skorygować swój schemat pieniędzy, żeby nie tylko zrobić majątek, ale żeby go utrzymać i stale powiększać.
W drugiej części poznasz siedemnaście „zestawów myśli” (każdy "zestaw" to osobny podrozdział - tytuły zamieszczam poniżej), które mówią o tym, w jaki sposób działają ludzie bogaci w odróżnieniu od większości ludzi biednych i średnio zamożnych. Każdy zestaw obejmuje opis praktycznych działań, które powinieneś podjąć, żeby zdecydowanie zwiększyć swoje dochody.


BOGACI
BIEDNI



1
Bogaci myślą: „Tworzę moje życie”
Biedni myślą: „Życie mi się przydarza”
2
Bogaci grają o pieniądze tak, aby wygrać.
Biedni grają o pieniądze tak, żeby nie przegrać.
3
Bogaci są zdeterminowani, żeby być bogaci.
Biedni chcą być bogaci.
4
Bogaci myślą na dużą skalę.
Biedni myślą na małą skalę.
5
Bogaci koncentrują się na szansach.
Biedni koncentrują się na przeszkodach.
6
Bogaci podziwiają innych bogatych.
Biedni nie cierpią bogatych.
7
Bogaci wiążą się z pozytywnie nastawionymi ludźmi, którzy odnoszą sukcesy.
Biedni wiążą się z negatywnie nastawionymi ludźmi, którzy nie odnoszą sukcesów.
8
Bogaci chętnie promują siebie i swoją wartość.
Biedni myślą negatywnie o promocji i sprzedaży.
9
Bogaci są więksi od swoich problemów.
Biednych przerastają problemy.
10
Bogaci nie mają problemów z przyjmowaniem.
Biedni mają problemy z przyjmowaniem.
11
Bogaci wolą wynagrodzenie za wyniki pracy.
Biedni wolą wynagrodzenie za czas pracy.
12
Bogaci myślą: „I to, i to”.
Biedni myślą: „Albo to, albo to”.
13
Bogaci koncentrują się na majątku netto.
Biedni koncentrują się na dochodzie z pracy.
14
Bogaci dobrze zarządzają swoimi pieniędzmi.
Biedni źle zarządzają swoimi pieniędzmi.
15
Bogaci dbają o to, żeby pieniądze ciężko na nich pracowały.
Biedni ciężko pracują na swoje pieniądze.
16
Bogaci działają pomimo lęku.
Biednych powstrzymuje lęk.
17
Bogaci ciągle się uczą i rozwijają.
Biedni uważają, że wiedzą już wszystko.
Celowo podkreśliłem przedostatni zestaw, ponieważ uważam go za "najlepszy z najlepszych"
Jeśli nie wiedzie ci się finansowo tak, jakbyś sobie życzył, to znaczy, że musisz zmienić swój schemat pieniędzy. Niestety, twój obecny schemat zostanie z tobą do końca życia, jeśli go nie zidentyfikujesz i nie skorygujesz – właśnie w tym pomoże ci ta niezwykła książka, która warta jest każdych pieniędzy, ponieważ to co ofiaruje warte jest znacznie więcej.

Zdaniem Ekera, sprawa jest prosta: jeśli będziesz myślał tak, jak myślą ludzie bogaci, i robił to, co oni robią, jest duża szansa, że staniesz się jednym z nich!
A oto kilka deklaracji, które znajdują się na koniec każdego podrozdziału:

Zamiast podsumowania proponuję kilka słów od Sokoła - człowieka, który przez 13 lat był oficjalnie bezdomny, ale jego postawa i sposób myślenia sprawiły, że osiągnął już sporo, mimo młodego wieku. Jest założycielem, pomysłodawcą, współwłaścicielem, brand managerem i członkiem zarządu (01.2006 - 10.2009), a obecnie przewodniczącym rady nadzorczej[3] spółki Prosto Sp. z o.o., w skład której wchodzi wytwórnia płytowa Prosto Label oraz firma odzieżowa Prosto Wear.
Posłuchajcie co ma do powiedzenia w temacie pieniędzy:

wtorek, 18 maja 2010

Niezależność


Dla tych wszystkich, którzy chcą osiągnąć niezależność finansową, ale nie bardzo wiedzą od czego zacząć zamieściłem poniżej bardzo fajne wideo:
!!! KLIKNIJ !!!

wtorek, 11 maja 2010

Zapragnął żółw kąpieli

Zaciekawiła mnie reklama pewnego banku. Przeglądając internet nie mogłem oderwać wzroku od bannera. Reklama przedstawia 3 stronicową książeczkę z krótką historyjką. Oto ona:

Morał jest krótki, ale treściwy. Nie wiem dlaczego, ale przypomniały mi się słowa Roberta Kiyosaki z książki Przepowiednia Bogatego Ojca. Robert pisze:
Jeśli zamierzasz zbudować arkę bogatych, musisz kontrolować jej powstawanie oraz to, co jest na nią ładowane i to, kto nią steruje.

Miliony ludzi liczą dziś na to, że ich plan emerytalny zapewni im środki do życia na emeryturze. Dzięki reformie systemu emerytalnego, obecnie to pracownicy są odpowiedzialni za zaplanowanie swojego finansowego bytu na emeryturze i korzystają z najdłuższej w historii hossy na giełdzie. Gdy plany emerytalne zaczęły być popularne ponad 20 lat temu, bogaty ojciec przepowiedział poważne konsekwencje dla tych, którzy nie będą przygotowani. Stwierdził on: "Reforma systemu emerytalnego zapoczątkowana przez ustawę ERISA ma błędy, z których ludzie nie będą zdawali sobie sprawy w następnych latach".

Dzisiaj nad systemem emerytalnym zebrały się burzowe chmury. Po 20 latach od uchwalenia ustawy, przepowiednia bogatego ojca zaczęła się sprawdzać. 3 kwietnia 2000 r. amerykańska elektroniczna giełda NASDAQ odnotowała największy jak dotąd spadek w ciągu jednej sesji. Robert Kiyosaki ostrzega, że najgorsze jest jeszcze przed nami.

Przepowiednia bogatego ojca dotyczy również wszystkich Polaków. Reforma systemu emerytalnego przeprowadzona w Polsce w drugiej połowie lat 90-tych jest podobna do reformy amerykańskiej z 1974 r. i będzie miała podobne skutki, a największy w historii krach na rynku amerykańskim będzie miał wpływ na całą światową gospodarkę, również na polską.

Bądź przygotowany i zacznij działać

Przepowiednia bogatego ojca nie tylko przekona Cię, że nadchodzi krach na rynku. Pokaże Ci też jak zbudować swoją własną finansową arkę, dzięki której nie tylko przetrwasz burzę, ale jeszcze na niej zarobisz.

Przepowiednię Bogatego Ojca oraz inne publikacje Roberta znajdziesz >>>TUTAJ<<<

niedziela, 13 września 2009

Nie pracuj dla pieniędzy. Pracuj żeby się uczyć!


Pieniądze nie są w życiu najważniejsze, ale na liście rzeczy niezbędnych do życia znajdują się niebezpiecznie blisko tlenu.
Zig Ziglar

Dziś obiecany dalszy ciąg posta pt. Pokonaj siebie.

Postacią, która zwróciła moją szczególną uwagę jest Richard Devos.
Amerykanin holenderskiego pochodzenia. Wraz ze swoim przyjacielem Jayem Van Andelem stworzył międzynarodową korporację Amway. Historia rozwoju firmy, od jej skromnych początków do dzisiejszej światowej skali, uczyniła z życiowych dokonań jej twórców niemal legendę w kręgach przedsiębiorców oraz zapewniła im rozgłos i uznanie niemal na całym świecie.

Nie będziemy zajmować się samym Amway'em. Nie znam tematu "od środka", więc nie będę zabierał w tej sprawie głosu. Pragnę tylko dać wyraz mojemu ubolewaniu nad ludźmi, którzy piszą różne rzeczy, bo "tu coś usłyszeli, tam coś przeczytali w "Fakcie" lub zobaczyli w TV" i już są wielkimi "znawcami tematu", władnymi pisać i mówić co im tylko do głowy przyjdzie. To tylko taka dygresja, w związku z tym, co czasem znaleźć można w sieci... lub na ulicy.

Wracając do tematu - to co mnie urzekło, to przekaz jaki niesie ze sobą historia Richarda Devosa. Sam Devos opisuje to tak:

Kiedy byłem młody, wykonywałem wiele dorywczych prac, żeby zarobić na swoje wydatki: grabiłem liście, odgarniałem śnieg, podejmowałem się wszystkiego, co tylko mogłem znaleźć dla siebie do roboty. Mój dziadek dostarczał ludziom do domów świeże warzywa i owoce. Często zostawiał mi trochę towaru, żebym mógł go sprzedać i zarobić parę groszy. Później, w szkole średniej, pracowałem na stacji benzynowej.” „Tato powtarzał mi ciągle dwie rzeczy. Po pierwsze, przekonywał mnie, żebym nigdy nie mówił „nie da się”. Mój ojciec głęboko wierzył w moc osobistego wysiłku. Ilekroć słyszał z mych ust — kiedy byłem dzieckiem — zwrot: „Nie mogę”, mawiał: „Nie ma takiego słowa, jak »nie mogę« — i jeśli je raz jeszcze usłyszę z twoich ust, wybiję je z ciebie pasem”. Nigdy tego nie robił, ale ja nigdy nie zapomniałem tej przestrogi.
Słowa
»nie mogę« zawsze przeszkadzały mi w zrobieniu czegoś, a ojciec zazwyczaj pokazywał mi, że jest sposób na to, co wydawało mi się nie do zrobienia. Druga rada dotyczyła rozpoczęcia samodzielnego biznesu. Tato niemal całe życie pracował jako sprzedawca i stracił pracę nie ze swojej winy, kiedy byłem młody. Uważał, że posiadanie własnej firmy (przedsiębiorstwa) pozwala człowiekowi być panem własnego losu.

To jest wskazówka dla nas, dorosłych, jak postępować z dziećmi.
Słowa mają magiczną moc, więc uważajmy na to, co mówimy - szczególnie dzieciom - bardzo podatnym na sugestie. Osobiście jakiś czas temu przestałem mówić do mojego Siostrzeńca "Nie dasz rady", "Nie uda Ci się", "Tego się nie da zrobić". Pomyśl, jak zmieniłoby się Twoje życie, gdybyś nigdy nie usłyszał takich słów!
Zamiast tego staram się pokazać, jak może to osiągnąć lub jeśli w danej chwili nic nie przychodzi mi do głowy, to chociaż wspieram go w jego dążeniach.


Nie pozwól facetom wylegującym się co wieczór na kanapie i gapiącym się w telewizor wmówić sobie, że życie jest beznadziejne. Jeśli tli się gdzieś w tobie płomyk nadziei, podziękuj za niego Bogu i wykorzystaj tę siłę. Nikomu nie pozwól jej zdławić.
Richard Devos
Swoje słowa Devos kieruje w szczególności do dzieci i młodzieży:

Najważniejszą radą, jakiej mogę udzielić dziś młodym ludziom jest to, żeby pamiętali, że są dziećmi Boga, że są wielką wartością i kryją w sobie wielkie możliwości Powinni zatem stawiać sobie pewne cele i pracować dla ich osiągnięcia. Na początek mogą to być cele na krótką metę, ale zawsze trzeba dążyć do czegoś, że by móc dać z siebie wszystko, na co cię stać. Czy będą to lepsze stopnie, czy miejsce w drużynie sportowej, czy cokolwiek innego, staraj się mądrze wykorzystać swoje naturalne uzdolnienia i czas, żeby ten cel osiągnąć. Potem postaw sobie kolejny cel. Sukcesu w życiu nie osiąga się jednym olbrzymim krokiem. Składa się on z wielu kolejnych kroków, mniej lub bardziej pomyślnych Ale każdy z nich to zdobywanie doświadczenia pozwalającego na wykonanie następnego kroku!


Ludzie, którzy stawiają sobie mierne cele życiowe, zazwyczaj osiągają to co zamierzali: nie dążą do niczego i niczego nie zdobywają.
Richard Devos


Więcej o tej postaci oraz 30 innych o których wspominałem tydzień temu znajdziesz w tej publikacji >>>Kliknij<<<

Znajdź swojego Mentora i zacznij go naśladować, a w końcu znajdziesz się tam gdzie on. Kopalnia inspiracji i pozytywnej energii. Polecam.


Obiecałem również, że spróbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie:

W jaki sposób oni do tego doszli?

Odpowiedź znalazłem przeszło rok temu u Roberta Kiyosaki, który w książce Szkoła Biznesu napisał:
Jeśli chcesz odnieść sukces w życiu, musisz nauczyć się tego, jak sprzedawać. Spójrz tylko na realny świat. Politycy, którzy wygrywają wybory, to świetni sprzedawcy. Najwięksi liderzy religijni, to także świetni sprzedawcy. Najlepsi nauczyciele, to jednocześnie najlepsi sprzedawcy. Dzieci to urodzeni sprzedawcy.
Czy rozumiesz, co mam na myśli? Tutaj znajdziesz nieco dłuższy tekst na ten temat.
Prawda jest taka, iż wszyscy pracują w sprzedaży. Czymkolwiek byś się zajmował, potrzebujesz zdobywać klientów i sprzedawać.
Jay Abraham

Nikt nie zostanie dobrym sprzedawcą, jeśli nie będzie żywił pragnienia, gorącego pragnienia zdobycia czegoś. Jeśli wiesz, czego pragniesz, twe dążenia nabierają siły — chcieć to móc.
Joe Girard

...i najważniejsza rada od Roberta Kiyosaki:
Nie pracuj dla pieniędzy. Pracuj żeby się uczyć!


Powodzenia w drodze na szczyt :)

niedziela, 6 września 2009

Pokonaj siebie

Szukając inspiracji natrafiłem na książkę Piotra Rosika oraz Wojciecha Rudnego pt. OD ZERA DO MILIONERA. INSPIRUJĄCE HISTORIE LUDZI, KTÓRZY OSIĄGNĘLI SUKCES
"Przypadek" sprawił, że dzisiejszy pos
t łączy się doskonale z poprzednim, będąc jego kontynuacją (a właściwie rozwinięciem części dotyczącej pieniędzy).
Jeśli chcesz poznać pasjonujące historie
twórców takich sieci jak Hilton, McDonald's, Walt Disney i wielu innych, to ZAPRASZAM.

Wielu ludzi tłumaczy się, że nie mogą zostać milionerami, ponieważ mają w życiu różnego rodzaju przeciwności i problemy, które wstrzymują ich drogę do bycia bogatym. W tej książce poznasz historie ludzi, na których drodze również pojawiły się różne przeszkody.
Wszyscy z przedstawionych milionerów swój sukces osiągali od całkowitego zera. A to znaczy, że potrafili zbudować swoje fortuny, mimo że:
  • Nie mieli pieniędzy – Bill Bartman (jeden z najbogatszych ludzi Ameryki) był tak biedny, że przez lata korzystał z darmowej żywności rozdawanej dla ubogich w różnych ośrodkach. Takich przykładów są dziesiątki.
  • Nie mieli wykształcenia – Michael Dell (twórca firmy komputerowej Dell) porzucił studia, aby zająć się rozwojem swojej firmy. W ciągu dwóch lat zaczęła ona mieć już miliony dolarów obrotu.
  • Byli obcokrajowcami w nowym kraju – Arystoteles Onassis w wieku 17 lat wyjechał z domu, biorąc tylko walizkę i 450 dolarów. Po wielu latach był jednym z największych armatorów na świecie.
  • Nie mieli wsparcia od rodziny – Joe Girard, najlepszy sprzedawca samochodów na świecie, przez całe swoje dzieciństwo był maltretowany i bity przez swojego ojca. Zdarzyło się nawet, że trafił do więzienia za kradzież w sklepie.
  • Żyli trudnych czasach kryzysu – Conrad N. Hilton, twórca sieci ekskluzywnych hoteli "Hilton", przetrwał trudny dla branży hotelowej „wielki kryzys” w latach dwudziestych XX wieku, który wielu z jego konkurentów doprowadził do bankructwa.
  • Ponosili porażki – Raymond Albert Kroc, założyciel sieci restauracji McDonald's, zanim stworzył swoje największe dzieło, próbował otwierać inne restauracje, ale bez powodzenia.

Poświęćmy trochę więcej uwagi postaci Ray'a Kroc'a. Robert Kiyosaki często przywołuje postać Ray'a pisząc mniej więcej tak:
Czy potrafisz zrobić hamburgera, który będzie smakował lepiej niż ten od McDonalda? Większość ludzi potrafi - nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości.
Ale czy samo to, że potrafisz robić nawet o WIELE lepsze hamburgery sprawi jednak, że będziesz w stanie je sprzedawać? Niestety, nie… A już na pewno wątpliwe, że w wyniku robienia świetnych hamburgerów staniesz się właścicielem wielkiej korporacji.
Warto sobie uprzytomnić, że McDonald's jest liderem na rynku hamburgerów bo maja najlepszy SYSTEM sprzedaży hamburgerów (i system sprzedaży samej franczyzy).
To wszystko zawdzięcza McDonald's właśnie postaci Ray'a Kroc'a.

Urodzony w 1902, zmarł w 1984. Amerykański handlowiec i przedsiębiorca polsko-czeskiego pochodzenia (nazwisko w oryginale brzmiało Kroć lub Kroczewski). Założyciel McDonald’s Corporation. Zaczynał karierę w Lily Tulip Cup Company. Przez 17 lat pracował jako akwizytor (sprzedawca papierowych kubków) oraz pianista w rozgłośni radiowej. W końcu odkrył multimikser Earla Prince’a (nowe urządzenie do robienia koktajli). Porzucił intratną posadę w Lily Tulip i rozpoczął karierę jako wspólnik Prince’a. Podróżował w interesach po całym kraju i sprzedawał wynalazek wspólnika. W tym czasie myślał o założeniu własnej restauracji, podejmował nawet próby uruchomienia własnego biznesu, ale bez powodzenia. W końcu 15 kwietnia 1955 r. otworzył pierwszą restaurację McDonald’s (pomysł braci Dicka i Maca McDonaldów) w formie franczyzy. Specjalnością restauracji były hamburgery i koktajle podawane klientowi w 50 sekund, a wyróżniały ją spośród innych surowe standardy Kroca (wyrażane w sloganie: Quality, Service, Cleanliness and Value), które zapewniły wysoką jakość jej gastronomicznych usług. W końcu Ray odkupił McDonald’s od właścicieli i rozbudował firmę do rozmiarów międzynarodowej korporacji. Współpracowników i menedżerów dobierał spośród salesmanów — ludzi opłacanych od efektów swojej pracy; cenił w nich odwagę, bo zarabiali tyle, ile wypracowali — bez żadnej „siatki ochronnej”. Takim też człowiekiem przez całe swoje życie był Ray Kroc (zmarł 14 stycznia 1984 roku).

Myśli:
● Wierzyłem zawsze, że każdy człowiek tworzy własne szczęście i jest
odpowiedzialny za swoje kłopoty.
● Definicja umiejętności sprzedaży — to delikatna sztuka pozwalania
klientowi zdobyć to na twój sposób.
● Jesteś zielony — i rośniesz, czy dojrzały — i gnijesz?
● Jeżeli pracujesz tylko dla pieniędzy, nigdy tego nie zrobisz, jeśli jednak
kochasz to, co robisz, i zawsze stawiasz klienta na pierwszym
miejscu, sukces będzie twój.
● Jesteś tak dobry, jak ludzie, którzy pracują dla ciebie.
● Jeśli nie ryzykujesz, wylecisz z biznesu.
● Szczęście jest dywidendą potu. Im więcej się pocisz, tym szczęśliwszy
się stajesz.
● To łatwe mieć zasady, kiedy jesteś bogaty. Ale ważną rzeczą jest mieć
zasady, kiedy jest się biednym.
● Nie wymyśliłem hamburgera. Tylko potraktowałem go poważniej niż
ktoś inny...
● Podchodzimy do biznesu hamburgera poważniej niż ktoś inny.
● Miałem 52 lata. Miałem cukrzycę i początkowy artretyzm. Usunięto
mi pęcherzyk żółciowy oraz większość tarczycy... ale byłem przekonany,
że najlepsze przede mną.
● Wierzę w Boga, rodzinę i McDonald’s. Kiedy pracuję, odwracam tę kolejność.
● Żeby odnieść sukces: bądź pierwszy, bądź śmiały, bądź inny.


Przy okazji pozdrowienia dla menedżerki Naty.

P.S.1 Jestem zdecydowanym przeciwnikiem jedzenia w McDonald's! Obejrzyj np. to:




Opisałem tylko postać Raymonda Kroc'a, ponieważ jest niezwykła.
P.S.2 W następnym poście spróbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie: "W jaki sposób oni do tego doszli?" oraz przybliżę postać, która wg. mnie jest najbardziej inspirująca.

wtorek, 14 kwietnia 2009

Następny bilion - ciąg dalszy

Czas na zapowiadany dalszy ciąg wątku pt. zdrowie i pieniądze (w tym momencie przeszło mi przez myśl pytanie – czy jest ktoś taki, kogo nie interesuje przynajmniej jedno z tych zagadnień?).

Powtórzę w tym miejscu ostatnie zdanie z poprzedniego posta:
"Informowanie konsumentów o produktach (bądź usługach), a więc sprzedaż informacji i myśli, to obecnie, a także w najbliższej przyszłości, najlepszy biznes."

Otóż to! Poznałem niedawno pewnego człowieka, który prowadzi biznes w marketingu sieciowym (jest najmłodszym liderem). Mówił dużo i długo, ale jedno zdanie utkwiło mi w pamięci szczególnie. Zadał mi proste pytanie:
– Czy wiesz, czym się zajmuję?
– Tak, sprzedajesz produkty z branży wellness.
– Niezupełnie, odpowiedział, handluję informacją (o tych produktach).

Marketing to po prostu informowanie ludzi, którzy prawdopodobnie będą zainteresowani Twoim produktem albo usługą, o tym, że są one dostępne.
Marketing polega na dzieleniu się zamiłowaniem, pasją i przekonaniem. Kiedy dzielisz się tymi emocjami z kimś, kto jest zainteresowany Twoim produktem lub usługą, doprowadzasz do sprzedaży naturalnie, bez wysiłku i z łatwością.

Lepszy i mniej kosztowny pomysł
W swojej piątej z kolei książce z serii Bogaty ojciec, biedny ojciec – Szkoła biznesu… Robert Kiyosaki pisze o marketingu sieciowym i potędze sieci. Już na początku Robert szczerze przyznaje się do czegoś:
„Zamiast budować biznes oparty na marketingu sieciowym, wydałem miliony dolarów, aby zbudować biznes w starym stylu. Choć nie żałuję mojej drogi, drogi uczenia się budowania od podstaw biznesu w starym stylu, muszę szczerze przyznać, że gdybym to zrobił w oparciu o sieć, miałoby to większy sens. Ma to szczególne znaczenie dla ludzi, którzy nie posiadają milionów dolarów, by zbudować biznes w starym stylu lub by kupić znany franchising. Marketing sieciowy nie wymaga wielkich nakładów na początku i zawiera dobry program szkoleń, więc jest obecnie najlepszym pomysłem na biznes. Jego epoka właśnie nadchodzi. Rozwija się dynamicznie w całym świecie. Musisz jedynie mieć otwarty umysł i dostrzec szansę. Twoje oczy nie mogą tego zobaczyć, bo niewiele widać.
Nie ma złotych haków i czarujących syren morskich prowadzących do siedziby biznesu. Choć biznes oparty na marketingu sieciowym rozwinął się na całym świecie, niewielu jeszcze to dostrzegło."

Biznes sieciowy jest najdynamiczniej rozwijającym się modelem biznesu we współczesnym świecie, nawet, jeśli nie są jeszcze tego w stanie dostrzec.
Budowanie biznesu sieciowego jest po prostu szukaniem znajomych, nowych i starych, którzy pragną iść w tym samym kierunku, co Ty.

Przyszłość marketingu sieciowego
"Chociaż biznes ten rozrósł się ogromnie, to właśnie teraz jest odpowiedni czas, żeby się do niego przyłączyć. Dlaczego tak mówię? Ponieważ świat w końcu zrozumiał, że epoka industrialna się skończyła, a rozpoczęła się epoka informacyjna. Wielkie biznesy, takie jak General Electric i Ford Motor Company są biznesami epoki industrialnej. Franchisingi, takie jak Mc’Donald, są biznesami epoki przejściowej. Natomiast biznesy oparte na marketingu sieciowym są prawdziwymi biznesami epoki informacyjnej, ponieważ większość z nich opiera się raczej na informacji niż na ziemi, fabrykach i pracownikach.”

Ludzie powinni uczyć się pokonywać obawy, a nie dopuszczać do tego, by one kierowały ich życiem.

Doskonale opisał to Paulo Coelho w Alchemiku:
To pierwszy etap pracy – powiedział (Anglik). - Muszę oddzielić zanieczyszczoną siarkę. Ale, aby tego dokonać, nie mogę obawiać się porażki. To właśnie lęk przed porażką nie pozwolił mi dotąd podjąć Wielkiego Dzieła. Dopiero dzisiaj stawiam pierwsze kroki tam, gdzie powinienem był je stawiać przed dziesięciu laty. Ale jestem szczęśliwy, że nie czekałem kolejnych dwudziestu.

"W marketingu sieciowym wspaniałe jest to, że masz okazję stanąć twarzą w twarz z obawami, radzenia sobie z nimi, pokonania ich, a w efekcie kreowania postawy zwycięzcy. Wspaniałe jest także to, że liderzy takiej organizacji mają wystarczająco dużo cierpliwości, aby pracować z tobą, podczas gdy ty się uczysz. W zwyczajnym świecie biznesu, jeśli nie potrafisz sprzedawać po trzech do sześciu miesięcy, zostajesz po prostu zwolniony.

Liderzy zwracają się bezpośrednio do twego ducha (to tzw. „Gut talk” - dosłownie znaczy to mniej więcej “mówienie do czyichś wnętrzności”, czyli do serca, emocji, instynktów.)

Kontynuując moje badania rynku, uczęszczałem na wiele spotkań i wiele dużych zgromadzeń. Słuchałem wielu najlepszych liderów w tym biznesie. To, co mówili, inspirowało innych do odkrywania wielkiego potencjału w sobie. Słuchając opowiadań różnych ludzi o tym, jak zaczynali od zera, ale w końcu stawali się tak zamożni, że to przekraczało ich najśmielsze marzenia, zdałem sobie sprawę, iż ten biznes robił to samo, co kiedyś zalecał mi zrobić bogaty ojciec: należało stać się liderem.
Choć mogło wydawać się, że dużo mówią o pieniądzach, tak naprawdę inspirowali ludzi, aby wyszli ze swojej skorupki, porzucili obawy i podążyli za marzeniami, które nadają wartość życiu. By inspirować, trzeba mieć zdolności przywódcze. Wielu bowiem ludzi używa takich słów, jak marzenia, więcej czasu z rodziną, wolność, lecz niewielu potrafi tymi słowami inspirować innych do działania. Aby tego dokonać, trzeba być liderem."
Moim najlepszym przyjacielem jest ten, kto pozwala mi wydobyć to, co we mnie najlepsze.
Henry Ford

W marketingu sieciowym rozwija się typ lidera, który staje się wspaniałym nauczycielem uczącym innych, jak spełniać swoje życiowe marzenia poprzez uczenie następnych osób tego, by dążyły do realizowania swoich życiowych marzeń. Najlepszy znany mi lider marketingu sieciowego ujął to krótko: „Jeżdżę wymarzonym Mercedesem, ponieważ pomogłem innym zdobyć ich wymarzone Fordy”.
Najbogatsi ludzie na świecie budują sieci, pozostali przygotowywani są do szukania pracy.

„Wiele firm marketingu sieciowego to szkoły biznesu, które przekazują wartości niespotykane w tradycyjnych szkołach biznesu. Takie wartości jak to, że najlepszym sposobem osiągnięcia zamożności jest uczenie siebie oraz innych ludzi bycia właścicielami biznesu, zamiast uczenia ich bycia lojalnymi pracownikami pracującymi dla bogatych".
Chcesz być osiągającym sukcesy biznesmenem? Naucz się sprzedawać!
Umiejętność sprzedaży jest umiejętnością numer jeden w biznesie.
Jeśli nie potrafisz sprzedawać, nie myśl sobie, że staniesz się właścicielem biznesu.
Robert Kiyosaki, Szkoła biznesu…

Ponadto podwyższasz swój wskaźnik inteligencji emocjonalnej za każdym razem, gdy masz do czynienia z ludźmi, którzy rezygnują lub kłamią, a ty pokonujesz swój strach, swoje rozczarowania, frustracje i niecierpliwość, aby stać się lepszą osobą.
Innymi słowy, biznes oparty na marketingu sieciowym jest świetną okazją do lepszego poznania siebie i pracy nad własnym rozwojem, co z kolei przekłada się na poprawę stosunków z bliskim Ci osobami.
Jedyną różnicą pomiędzy biedną i bogatą osobą jest to, co one robią w swoim wolnym czasie.
Robert Kiyosaki, Kwadrant przepływu pieniędzy

P.S. Jeśli jesteś osobą podobną do mnie, czyli nie ma dla Ciebie w temacie rozwoju osobistego kwestii "nadobowiązkowych"-zawsze chcesz więcej-to mam dla Ciebie zagadkę 90/10 >>>KLIKNIJ<<<. W roli głównej Robert Kiyosaki.

niedziela, 12 kwietnia 2009

Następny bilion

Jeśli już jesteśmy przy zawrotnej prędkości, to z jej pomocą przenieśmy się w najbliższą przyszłość.

Pozwól, że rozpocznę od przedstawienia człowieka, który przyczynił się do całego tego pozytywnego "zamieszania".

Paul Zane Pilzer w wieku 24 lat został profesorem na Uniwersytecie Nowojorskim. Mając 25 lat, był już najmłodszym wiceprezesem w historii Citibanku. Pierwszy milion zarobił przed ukończeniem 26 roku życia. Przewidział wiele zjawisk gospodarczych, które miały miejsce w ostatnich dekadach, w tym historyczny kryzys instytucji depozytowo-pożyczkowych w latach 80. XX wieku.

Ma na swoim koncie kilka bestsellerowych książek - wśród nich, Następny bilion, którą rozpoczyna następującymi słowami:

"Kiedy zacząłem pisać tę książkę, miałem w głowie dwa cele:

1) napiętnować pozbawione skrupułów prakty­ki przemysłu farmaceutycznego i spożywczego,

2) nauczyć ludzi prawidłowego dbania o zdrowie.

Nie było moim zamiarem pokazać czytelnikom moż­liwość interesu, na którym można by było zarobić pie­niądze. Jednakże teraz, po skrupulatnym przyjrzeniu się medycynie i odżywianiu się, widzę narodziny bran­ży, która stworzy wielkie majątki obecnego stulecia. Majątki o wiele większe od tych, które zrobili internetowi milionerzy lat 90-tych poprzedniego stulecia.

W roku 2010 branża „wellness", a więc wszystko, co się aktywnie robi, aby czuć się dobrze, zarobi
1 bi­lion USD.

W biznesie „wellness", w przeciwieństwie do pasyw­nego zarabiania na chorobach, ludzie są aktywni i dobrowolnie stają się klientami, po części dlatego, że chcą czuć się zdrowo, a po części dlatego, że nie chcą już więcej być klientami przemysłu chorobowe­go Każdy chce być klientem biznesu „wellness".

Do definicji powstającego jeszcze przemysłu „well­ness" można zaliczyć następujące strefy biznesu:
  • witaminy
  • dodatki żywieniowe
  • chirurgia kosmetyczna i plastyczna dobrowolna chirurgia oczu
  • dermatologia kosmetyczna zabiegi genetyczne (wybór płci, podniesienie płodności)
  • kosmetyczne i rekonstruktywne leczenie zębów (pokrywanie zębów, implanty)
  • kluby fitness (łącznie z trenerami)
  • urządzenia fitness dobrowolna farmakologia: viagra (potencja męska), rogaine (porost włosów)
  • bio-produkty żywieniowe
  • bio-restauracje
  • produkty wspomagające utratę wagi
Mimo, iż żadna z tych gałęzi, jeszcze 10 do 20 lat temu, nie miała większego znaczenia gospodarcze­go, to dziś jej roczny obrót sięga około 200 miliardów USD, co daje połowę sumy, jaka w USA jest wydawana na samochody.

Jeśli chodzi o następne dziesięciolecie, to jest to jedy­nie czubek góry lodowej. Zasadniczym tego powodem jest demografia. Przyrost naturalny osiągnął, po wojnie na całym świecie, bardzo wysoki poziom. W latach 1946-1964 w samej Ameryce urodziło się 78 milionów dzie­ci. W takim samym okresie, lecz przed 1946 rokiem, odnotowano 50 milionów narodzin. Natomiast po 1964 roku, mimo wielkiej populacji, w ciągu 18 lat, urodziło się jedyne 66 milionów dzieci. Ten wielki przyrost jest nazywany >>babyboom<<, a generacja z niego zrodzona >>babyboomer<<.

Jednym z najszybciej rosnących sektorów branży wellness jest biznes witaminowy i dodatków spożywczo dietetycznych.
Wielu potencjalnych klientów nie słyszało jeszcze w ogóle o produktach czy usługach wellness, nie wspo­minając o wypróbowaniu ich. Medycyna już za długo wmawiała ludziom fakt, iż muszą pogodzić się z utratą zdrowia i energii choćby dlatego, że lekarze nie wiedzą prawie nic o dobrym odżywianiu, a firmy ubezpiecze­niowe oraz inni (na przykład pracodawcy) nie dają żad­nej zachęty do dbania o zdrowie.

W latach 90-tych odnoszące sukcesy produkty witaminowe i dodatki żywieniowe były lansowane przez firmy sprzedaży bezpośredniej. Wiele popular­nych produktów, na przykład Ephedra (utrata wagi), Pycnogenol (przeciwutleniacz) i Echinacea (przeciw grypie) było dostępnych wyłącznie w sieciach sprzeda­ży, zanim można je było nabyć w zwykłych aptekach. Obrót firm sprzedaży bezpośredniej w USA, na czele dodatki żywieniowe i nowe technologie, wzrósł w ciągu ostatnich lat o 50%, z około 18 miliardów USD na 27 w roku 1999. Na całym świecie jest to około 80 miliar­dów. Wzrost był prawie dwukrotnie wyższy niż wzrost w handlu tradycyjnym w tym samym okresie.

Sprzedaż bezpośrednia ma przed sobą wielki zakręt wzrostu zanim osiągnie porównywalny do dzisiejszej sprzedaży masowej poziom nasycenia. Obrót roczny tej branży, wynoszący obecnie ok. 30 miliardów USD, to zaledwie 1 procent obrotu tradycyjnego handlu, który wynosi ponad 3 biliony USD (3000 miliardów USD). Mimo niezaprzeczalnego wzrostu branży sprzedaży bezpośredniej i jej usystematyzowania, liczba produk­tów stanowiących dobro konsumpcyjne rośnie z roku na rok.(...) jest cała masa nowych produktów i usług, o których istnieniu klient nie ma jeszcze pojęcia. Informowanie konsumentów o takich produktach i usługach, a więc sprzedaż informacji i myśli, to obecnie, a także w najbliższej przyszłości, najlepszy biznes."

Wkrótce ciąg dalszy tego proroczego tematu - tym razem z komentarzem Roberta T. Kiyosaki!

środa, 5 listopada 2008

Słowa są darmowe


W poprzednich postach wspominałem, że słowa są najpotężniejszymi narzędziami, jakimi dysponuje człowiek. Dziś czas rozwinąć ten wątek.

Jednym z propagatorów wyżej wymienionej idei jest Robert Kiyosaki, zatem on będzie nam teraz towarzyszył. Zapraszamy!

Zbadano, że przeciętna osoba używa około 4-5 tysięcy słów.
Jeżeli ludzie chcą zacząć powiększać swój sukces finansowy, muszą zacząć od powiększenia swojego słownictwa z dziedziny finansów. Tak jest przecież z każdą dziedziną życia. Czy to prawnik, lekarz, czy hydraulik – każdy posiada własną terminologię i wraz z rozwojem zawodowym, doskonali i poszerza słownictwo, aby w końcu stać się ekspertem w danej dziedzinie.


Słowa są narzędziami umysłu. Pozwalają mu dostrzegać to, czego nie widzą oczy.

Człowiek, który używa ubogiego słownictwa, ma ubogą wyobraźnię, a przez to i ubogie życie.
Robert Kiyosaki, Młody, bogaty rentier


Jednym z powodów, dla których Kiyosaki stworzył edukacyjną grę planszową CASHFLOW, było zapoznanie osób niebędących inwestorami ze słownictwem dotyczącym inwestowania.
We grach z serii CASHFLOW ich uczestnicy szybko zauważą związki występujące pomiędzy słowami z dziedziny rachunkowości, biznesu i inwestowania. Podczas kilkukrotnego grania, gracze uczą się prawdziwej definicji takich – błędnie używanych - pojęć, jak „aktywa" i „pasywa".
Bogaty ojciec często mawiał:
„Nie tyle nieznajomość definicji słów, co używanie złych definicji, powoduje wieloletnie problemy finansowe. Nic nie ma bardziej destrukcyjnego wpływu na finansową stabilność aniżeli nazwanie „pasywów" - „aktywami". (zajrzyj do prawidłowych definicji w zakładce "przychód pasywny")

Pytanie zasadnicze brzmi:
"Czy jesteś gotów poświęcić czas, aby poszerzyć swoje słownictwo finansowe?"
Pierwszym wykonalnym celem może być nauczenie się jednego nowego słowa tygodniowo. Po prostu znajdź słowo, sprawdź je w słowniku, odszukaj, co najmniej jedną jego definicję, a następnie postanów, aby używać tego słowa w tym tygodniu.

W Inwestycyjnym poradniku bogatego ojca Kiyosaki pisze:
"Nie trzeba mieć pieniędzy, aby zarobić pieniądze. Potrzeba słów. Różnica pomiędzy bogatymi i biednymi związana jest z używanym przez nich słownictwem. Jedyne, co trzeba zrobić, aby być bogatym - to poszerzyć swoje słownictwo o aspekt finansowy. Warto pamiętać, że słowa są darmowe."

Słowa tworzą myśli, myśli tworzą rzeczywistość, a rzeczywistość staje się naszym życiem. Osoby bogate i biedne różni używane przez nie słownictwo. Jeżeli chcesz zmienić czyjąś zewnętrzną rzeczywistość, najpierw musisz zmienić jego wewnętrzną rzeczywistość. Dokonuje się tego zmieniając, poprawiając i uaktualniając słownictwo, którego ta osoba używa. Jeśli chcesz zmienić ludziom życie, najpierw zmień ich słowa. "Warto pamiętać, że słowa nic nie kosztują".

Jak pewnie zauważyłeś/aś większość dzisiejszego wątku pochodzi z 2 książek:
Wiedzy płynącej z doświadczenia, zawartej w tych książkach, próżno szukać nawet na najlepszych uniwersytetach, dlatego szczerze zachęcam Cię do przeczytania tych pozycji!
Po lekturze książek z serii Bogaty ojciec, Biedny ojciec znajoma stwierdziła, że wiedza tam zawarta kłóci się z nauczaniem akademickim, niemniej w życiu stosuje… nauki Roberta Kiyosaki – i dobrze na tym wychodzi!


Słowa są, według mnie, najpotężniejszymi narzędziami lub aktywami, jakie posiadają ludzie, ponieważ słowa mają wpływ na nasze umysły, a te tworzą rzeczywistość. Problemem dla wielu ludzi jest to, że opuszczają dom i szkołę i nigdy nie uczą się rozumieć słownictwa związanego z pieniędzmi, czego wynikiem jest życie pełne zmagań z finansami.

Robert Kiyosaki, Inwestycyjny poradnik bogatego ojca


P.S. Słowo przestrogi, przed używaniem "najbardziej destruktywnego słowa"
WAŻNE!!!
"Słowem najbardziej rujnującym życie jest jutro. Ludzie nie mający sukcesów, nieszczęśliwi, chorzy - to ci, którzy najczęściej używają słowa jutro. Problem ze słowem jutro polega na tym, że JUTRO NIE ISTNIEJE. Istnieje tylko w umysłach marzycieli i ofiar losu. Ci, którzy odkładają sprawy do jutra, odkrywają, że w końcu dopadają ich grzechy i złe nawyki z przeszłości."
Młody, bogaty rentier