Pokazywanie postów oznaczonych etykietą planowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą planowanie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 marca 2014

Metoda Spełniania Marzeń


Witaj :D

      Blisko rok temu w poście zatytułowanym Przywrócić wiarę w człowieka cz. II wspomniałem, że nasza wspólna Fascynująca podróż do Wolności, pomału dobiega końca. 
Dziś nastał ten dzień. Kończymy postem który jest "najważniejszy z najważniejszych"! Postem, który jest początkiem fascynującej podróży dla każdego, kto zdecyduję się pójść tą drogą.

To możliwość spełnienia marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące.
Paulo Coelho

Podobnie jak w przypadku posta Aerobiczna Szóstka Weidera (A6W), długo się do niego przygotowywałem. Tym razem testy użyteczności metody trwały aż rok czasu! 

Jak zapewne domyślasz się, dzisiejszym tematem są marzenia, a ściślej mówiąc sposób zmiany ich w rzeczywistość.

Pamiętaj, wszystko jest możliwe! – Wczorajsze marzenia to dzisiejsza rzeczywistość.
Stanisław Jerzy Lec

Pod koniec 2012 roku natknąłem się na nagranie zatytułowane "Uwierzyć w siebie".
Blisko godzinne nagranie zawierało przepis "krok po kroku" na realizację naszych zamierzeń.
Przesłuchałem je całe i  pomyślałem - "Dlaczego by nie spróbować? Nie mam nic do stracenia, a wiele do zyskania!"
Pobiegłem do sklepu po piękny zeszyt i na początku zapisałem w nim 3 marzenia.
Kilka tygodni później nadszedł nowy 2013 rok.
Robiąc podsumowanie minionego roku i planując nowy pomyślałem, że wykorzystam ów metodę do osiągnięcia zamierzeń w 2013 roku.

Do już istniejących 3 marzeń dopisałem kolejne 3. Aby podnieść poziom trudności, znalazły się na liście 2 marzenia, które miały kilka lat! Na pewno znacie takie cele/marzenia, które przepisujecie tylko z roku na rok, mając nadzieję, że "kiedyś" się spełnią.

Żeby nie przedłużać, napiszę tylko tyle, że już pierwsze z tych "zaległych" marzeń spełniło się po kilku tygodniach! Proces jego transformacji z marzenia w rzeczywistość był tak niesamowity, że dalece wykracza poza ramy "przypadku", czy zwykłego "zbiegu okoliczności".

Mało tego! następnym urzeczywistnionym marzeniem było drugie z odkładanych przez lata. Dałem sobie czas 6 miesięcy na jego realizację. Spełniło się w 3!
Coś, czego nie mogłem wprowadzić w życie przez lata, dokonałem UWAGA... w 2 godziny.
Jest to tak niezwykłe/nadzwyczajne/cudowne/fenomenalne... że gdybym tego nie przeżył, to miałbym trudności, aby uwierzyć!
Historia jest jak najbardziej prawdziwa. Obudziłem się tak, jak zwykle i poczułem impuls do działania. Usiadłem przed laptopa i wkrótce miałem "dopięty" plan realizacji celu na przysłowiowy "ostatni guzik". Nawet gdy w trakcie realizacji pojawiły się "problemy" to przychylność losu sprawiła, że wszystko potoczyło się pomyślnie.

Kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały wszechświat działa potajemnie by udało Ci się to osiągnąć.
Paulo Coelho

To wtedy wspomniałem o zamiarze opublikowania tego wpisu w połowie roku, pisząc o tym w poście Przywrócić wiarę w człowieka cz. II
Jednak plan było rozpisany na cały rok, dlatego wstrzymałem się z publikacją.

Później, miesiąc po miesiącu zrealizowałem kolejne 2 cele/marzenia. 
Jednym z nich było marzenie nie tylko moje, ale też kilku bliskich mi osób. Ja byłem tylko osobą odpowiedzialną za realizację/pomocną w realizacji.
Tuż po zrealizowaniu gorącego pragnienia całej naszej paczki, otrzymałem wiadomość SMS z podziękowaniami. TREŚĆ PODZIĘKOWAŃ BYŁA IDENTYCZNA Z MOIM "DLACZEGO". A nikt poza mną o nim nie wiedział! Z wrażenia wypadł mi z ręki telefon!

Wtedy ostatecznie uzyskałem dowód, że to metoda opisana w nagraniu "Uwierzyć w siebie" DZIAŁA!
Pamiętaj, że pisząc o swoich celach musisz mieć mocne "DLACZEGO".
Jeśli masz wystarczająco silne dlaczego, reszta przyjdzie sama.
Co mam na myśli?
W moim zeszycie pod każdym z opisanych marzeń, znalazło się uzasadnienie dlaczego jest to dla mnie takie ważne/dlaczego chcę żeby się spełniło.


Oto przepis "krok po kroku" do fascynującej podróży w świat "magii"


Przyznaję, że nie zrealizowałem wszystkich 6 marzeń.
Za kluczową kwestię w tej metodzie uważam stałą koncentrację uwagi na celu.
Dlatego moim błędem mogła być zbyt duża ich ilość, co skutkowało rozproszeniem uwagi.
W tym roku skupiłem się 2 najważniejszych dla mnie celach.


Życzę Tobie tylko pozytywnych wrażeń. Choć muszę Cię przestrzec, że podążając tą ścieżką robisz to na własną odpowiedzialność. Dlatego, jak to bywa w przypadku marzeń: "Uważaj o co prosisz!", ponieważ skutki bywają zaskakujące.

Buen Camino!
Miłosz

Pasterze, marynarze czy kupcy znają zawsze takie miasto, w którym żyje ktoś, kto sprawia, że pewnego dnia zapominają o urokach beztroskiego wędrowania po świecie.
Alchemik

poniedziałek, 4 listopada 2013

Wszystko zaczyna się od marzeń...


... i zazwyczaj na nich się kończy, jeśli siedzisz z założonymi rękami
i czekasz na cud.


To wszystko wydaje się takie oczywiste, ale ilu z nas tak postępuje?
Później taki, czy inny frustrat mówi, że marzenia są dla głupców i na nich wszystko się kończy.
Głupcem jest ten, kto robi to, o czym mówi Einstein w punkcie 3.

Ideą tego bloga nie jest rozwiązanie wszystkich problemów tego świata.
Ideą tego miejsca jest zmotywowanie do działania każdego, kto tego potrzebuje i przede wszystkim chce.

Zmierzam do tego, że:
  1. Jeśli chcesz coś osiągnąć to musisz mieć cel/marzenie (jakkolwiek tego nie nazwać).
  2. Zabierz się do jego realizacji.
I zazwyczaj na tym się kończy. Większość stawia pierwszy krok, pojawiają się przeszkody i rezygnują. 
Po jakimś czasie zapominają o marzeniu godząc się na to, aby to okoliczności kierowały ich losem, zamiast oni sami.


Jakie są pozostałem 2 składniki ("specjaliści" od marketingu napisaliby - sekretne 2 składniki) sukcesu?

     3.  Bądź elastyczna / elastyczny w działaniach!
          Czy wiesz jaka jest definicja błędu wg Einsteina?
„Robienie tej samej rzeczy tak samo po raz kolejny, spodziewając się innego wyniku”.
     4.  Wiąże się z poprzednim, Żeby coś osiągnąć musisz być wytrwała / wytrwały w swoich działaniach.

Czy pamiętasz równanie sukcesu z posta pt.  Aerobiczna Szóstka Weidera (A6W)?

SUKCES = SYSTEMATYCZNOŚĆ x SYSTEM

Dlatego używając metafory podróży:


1. Musisz mieć cel podróży.

2. Wybierz się podróż o której marzysz.

3. Do miejsca przeznaczenia prowadzi kilka dróg, dlatego jeśli jedna z nich jest "zamknięta", skorzystaj z innej.

4. Nigdy, przenigdy się nie poddawaj! Trochę głupio zrezygnować w połowie drogi (a nawet później), prawda?

Jeśli nie wyświetlają się napisy po polsku, możesz je wybrać z menu do tego filmu.

DODATEK 
"Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie."
Mohandas Karamchand Gandhi

wtorek, 11 grudnia 2012

Pieniądze szczęścia nie dają...

...jeśli nie wiemy jak je wydawać!


Cześć!
Wyjaśnię Ci na wstępie po co ten post.
Byłem wczoraj mimowolnym świadkiem rozmowy kilku znajomych. I żeby było ciekawiej wcale nie byli to Polacy, czyli nie jest to tylko nasza, polska mentalność. Ale do rzeczy!
Rozmowa dotyczyła piłkarzy i ogromnych pieniędzy które zarabiają.
Na koniec rozmowy jeden z rozmówców chciał chyba zabłysnąć i rzucił frazes w stylu:
"Wszystko to nic, bo i tak pieniądze szczęścia nie dają"

Czyżby?

"Jeśli pieniądze nie dają ci szczęścia, to znaczy że je źle wydajesz".
To doskonały i opisowy tytuł raportu opublikowanego w ubiegłym roku w  Journal of Consumer Psychology.

Raport podsumowuje wieloletnie badania na ten temat.
Czytamy tam między innymi, że:​​
"Pieniądz pozwala ludziom robić to, co im się podoba, aby żyć dłużej i zdrowiej, aby zabezpieczyć się przed niepokojem i krzywdą, by mieć wolny czas i spędzać go z rodziną i przyjaciółmi oraz kontrolować naturę swoich codziennych zajęć - wszystko to jest źródłem szczęścia ".

To nie pieniądze są problemem, tylko my sami - a ściślej nasze ego!
Zatem jak wydawać pieniądze, aby zmaksymalizować uczucie szczęścia?

Oto 8 prostych i sprawdzonych sposobów:


1. Kupuj doświadczenia zamiast przedmiotów
.
Czyli np. zamiast nowego wypasionego auta z salonu, wybierz się w podróż dookoła świata.
Badania dowodzą, że w przeciwieństwie do dóbr materialnych, które szybko nam się nudzą, przyjemne doświadczenia ekscytują nas dłużej, bo lepiej odciskają się w naszej pamięci.


2. Pomagaj raczej innym niż sobie.
 Wydawanie pieniędzy w celu osiągnięcia celów prospołecznych prowadzi do wyższego poziomu szczęścia niż inwestowanie w siebie. Raport dowodzi, że materialne wspieranie bardziej potrzebujących buduje relacje społeczne między darującym i obdarowanym, co z kolei prowadzi do silnego odczuwania szczęścia przez darującego.
Oto przykład: http://www.siepomaga.pl/ z genialną rolą Ryśka z Klanu http://youtu.be/1quiKLMy0ng


3. Kupuj wiele małych przyjemności zamiast kilku większych.
 Według raportu poczucie szczęścia jest silniej związane z częstotliwością dobrych zdarzeń niż z ich nasileniem.
"Dopóki nasze zasoby finansowe są ograniczone, lepiej wykorzystać je na częste dawki uroczych rzeczy, zamiast rzadkich dawek rzeczy pięknych."


4. Mniej wydawaj na ubezpieczenia
.
W rzeczywistości, ludzie radzą sobie
o wiele lepiej z utratą, niż to się nam wydaje.
Nie znaczy to od razu, że mamy zrezygnować z wszystkich ubezpieczeń.
Raport odnosi się głównie do tzw. "przedłużonej gwarancji" oraz ubezpieczenia tańszych dóbr fizycznych.


5. Płać teraz, korzystaj potem.
Płacenie teraz i korzystanie później jest nie tylko dobre dla naszych finansów, ale również dla naszego szczęścia. Raport i badania wspierające twierdzą, że myślenie o przyszłym wydarzeniu "wywołuje silniejsze emocje niż myślenie o tym samym wydarzeniu w przeszłości. Ponadto, opóźnione zużycie zmusza konsumentów do myślenia o tym, co wybrać, co pomaga im uniknąć błędnych decyzji." Opóźnienia w zakupie mają tendencję do wzbudzania niepewności, która "może pomóc przeciwdziałać procesowi adaptacji utrzymać uwagę skoncentrowaną na produkcie."
Być może doświadczyliście już tego podczas zakupów wymarzonej rzeczy w sklepie internetowym: świadomość, że przyjemność już do was idzie daje szczęście na dłużej niż gdybyście dostali ją od razu.


6. Ostrożnie z porównaniami.
Jeśli jesteśmy już przy zakupach przez internet to następna rada brzmi krótko:
"Porównywanie produktu, który chcesz kupić z innymi jego wersjami oddala cię od cząstkowego szczęścia, jakie miałbyś kupując go od razu w miejscu, które wybrałeś."


7. Pomyśl o niedogodnościach.

Niektóre zakupy nie są tak doskonałe, jak się pierwotnie wydają.
Łodzie wymagają dokowania. Domki letniskowe oznaczają poznanie lokalnych komarów.
Ponadto, posiadanie łodzi i domu jest mniej ważne niż to, co mamy zamiar z nimi zrobić!
Wycieczka
na Fidżi może obejmować 20 godzin spędzonych w autokarze.
Wielu kupujących nie uznaje tych drobnych kłopotów.
Maksymalizacja
szczęścia zależy w dużej mierze od prostego rachunku zysków i strat.


8. Słuchaj innych zamiast jedynie siebie.
Wysłuchaj porad ekspertów lub tych, którzy mają już za sobą doświadczenia z produktem lub usługą, którą planujesz zakupić. Badania cytowane w raporcie sugerują, że najlepszym sposobem, aby przewidzieć zakres naszej radości jest przyjrzenie się radości innych.

źródło: http://www.businessinsider.com/8-ways-that-money-can-buy-happiness-2012-11

środa, 26 września 2012

Geoarbitraż


Zarabiać w Polsce, a żyć w domu na plaży w Tajlandii? To nie jest niemożliwe. Dzięki wynalazkowi o nazwie geoarbitraż.


Gdy moi znajomi brali kredyty mieszkaniowe na setki tysięcy złotych i kupowali kolejny samochód, ja stwierdziłem, że czas skończyć z niewolniczym etatem. 60-metrowe mieszkanie w Warszawie wynająłem za 2,5 tys. zł miesięcznie. Co miałem, spieniężyłem, by mieć gotówkę na bilet lotniczy oraz wydatki, i postanowiłem wyjechać z Polski – opowiada Piotr, 32-letni, grafik komputerowy, który już od trzech lat mieszka w Tajlandii. Stały dochód z wynajmu mieszkania w Warszawie zapewnia mu życie w warunkach, na jakie w Polsce musiałby bardzo ciężko pracować. Ale nie jest na wakacjach. On pracuje. Tylko zamiast siedzieć przy biurku w drukarni na przedmieściach Warszawy, rozkłada laptop w swojej chacie na wyspie Phuket w Tajlandii.

Wynajęcie domu z widokiem na morze i wyposażonego w telewizję oraz internet w jednym z najbardziej popularnych miejsc Tajlandii kosztuje go niespełna 1 tys. zł. Po odliczeniu wydatków na życie i rozrywki wciąż zostaje mu w kieszeni tyle, że nie musiałby pracować. Zlecenia pracy z Polski przyjmuje dla przyjemności, bo masowanie się orzechowym masłem przy akompaniamencie szumu fal znudziło mu się już po kilku miesiącach. Dla takich jak on w Tajlandii powstała nowa branża: obsługa „bogatych inaczej". Kim są? To Europejczycy i Amerykanie, którzy postanowili przeprowadzić się do krajów, gdzie ich przeciętne dotąd dochody pozwalają na dostatnie życie. Wynalazek pracy zdalnej, przez internet, pozwala, aby wciąż pracowali jako prawnicy, księgowi, analitycy giełdowi czy specjaliści IT, ale „amerykańskie zarobki” w zestawieniu z azjatyckimi kosztami życia pozwalają im oszczędzać tysiące dolarów, podróżować bez końca i korzystać z wszystkiego, co planeta ma do zaoferowania. Szacuje się, że w południowo-wschodniej Azji tak urządziło się już 200 tys. Amerykanów.

– Ludzie nie chcą być milionerami, chcą tylko doświadczyć tego, na co do niedawna stać było wyłącznie milionerów. Problem sprowadza się do tego, jak prowadzić styl życia milionera, nie mając na koncie miliona – zastanawia się Timothy Ferriss, amerykański przedsiębiorca i autor bestsellera „4-godzinny tydzień pracy". W książce pisze, że odpowiedzią jest geoarbitraż: zarabianie w kraju o wysokim standardzie życia, a wydawanie w kraju o standardzie niższym. „Zabawa przynosi największe zyski, gdy zarabiasz w dolarach, wydajesz w pesetach, a wynagrodzenia płacisz w rupiach” – pisze Ferriss. Osobiście doprowadził zasady geoarbitrażu do perfekcji. Swoją firmę prowadzi przez internet, pomieszkując przy tym za grosze w najtańszych krajach świata. Najbardziej pracochłonne zajęcia zleca swoim asystentom w Indiach. Dzięki temu znalazł czas i pieniądze, by okrążyć kulę ziemską (...).

Także dla Polaków Najwięcej korzyści geoarbitraż przynosi mieszkańcom najbogatszych krajów, np. Amerykanom, Kanadyjczykom, Australijczykom czy mieszkańcom zachodniej części Europy, bo za ich wynagrodzenie w przeliczeniu na dolary można kupić znacznie więcej niż za wynagrodzenie w Polsce (średnio 800 dolarów miesięcznie netto). Co nie znaczy, że geoarbitraż Polakowi się nie opłaci. Według serwisu CNN Money najtańsze na świecie miejsca, gdzie do komfortowego życia wystarczy mniej niż 500 dolarów miesięcznie, to Kambodża, Filipiny, Tajlandia, Kostaryka i Urugwaj. Posiłek w restauracji można tam zjeść za 2-3 dolary, paczka papierosów czy szklanka piwa to mniej niż dolar.

„To mógłby być Twój dom". „Dziś jest ostatni dzień z reszty Twojego życia” – tak widok z wyspy Phuket reklamują tajlandzkie firmy wyspecjalizowane w obsłudze młodych emerytów z Zachodu. Kancelaria Siam Legal już za jedyne 399 funtów oferuje załatwienie wizy emerytalnej pozwalającej na stały pobyt w Tajlandii. Warunki: ukończone 50 lat życia, stałe dochody i konto w tajlandzkim banku. Firma Retire Asia przygotowała rozszerzony pakiet usług dla tych, którzy oprócz leniuchowania pod palmą zechcą robić coś więcej: pracować przez internet, pilnować spraw w kraju, inwestować swoje pieniądze na giełdzie czy dorabiać jako nauczyciele angielskiego.

– Tajlandia będzie dla Polaków dość tanim krajem – uważa Janusz Koniak, mieszkający w Bangkoku szef biura podróży Ultima Travel. – Posiłek w restauracji kosztuje około 1,5 dolara, a w niezłej restauracji z kuchnią europejską ok. 6 dolarów. Ceny owoców są śmieszne – od ćwierć dolara za porcję ananasa do 1 dolara za kilogram mandarynek czy bardziej egzotycznych mango i rambutanów – wylicza.

Według wyliczeń Banku Światowego dotyczących kosztów życia w różnych krajach ze swoją pensją lub emeryturą moglibyśmy pokusić się też o zamieszkanie w krajach nieco droższych: na Malediwach, w Argentynie, Urugwaju, Brazylii, Panamie, na Filipinach albo Sri Lance.

Rodzina w komplecie

Irlandczyk Benny Lewis już od siedmiu lat prowadzi żywot obieżyświata. Był w blisko 20 krajach, a jednocześnie pracuje jako tłumacz (zna 11 języków). Za tłumaczenia bierze honoraria na standardowym poziomie zachodnim. Pracę przyjmuje i wysyła za pośrednictwem internetu. Problemem nie są także płatności. Zleceniodawcy przelewają pieniądze na jego konto bankowe, a on wypłaca gotówkę w dowolnym bankomacie na całym świecie. Część jego klientów nie zdaje sobie sprawy, że kontaktuje się z osobą pracującą w biurze pod palmą. Benny wykupił usługę, która połączenia z jego stacjonarnego numeru przekierowuje na internetowy komunikator. – Jeżeli możesz pracować z domu, dlaczego nie może to być dom na drugim końcu świata? – pyta Ben.
Geoarbitraż to rozwiązanie nie tylko dla singli i buntowników. Amerykanin Chuck Holton zdecydował się na przeprowadzkę do Panamy wraz żoną i piątką dzieci. Dzięki znacznie niższym kosztom życia przez rok udało mu się zgromadzić oszczędności i spłacić kredyt hipoteczny. – Zorganizowanie sobie pracy w ten sposób wymaga sporej inwencji, ale jest możliwe także na polskim rynku pracy – twierdzi Jakub Poddany, dyrektor w międzynarodowej firmie rekrutacyjnej Hays. Wprawdzie w Polsce oferty stałej pracy, gdzie pracodawca nie potrzebuje pracownika fizycznie w biurze, są rzadkością, ale popularność pracy wykonywanej przez internet rośnie. – W sposób zdalny mogą pracować tłumacze, księgowi, prawnicy, analitycy i konsultanci z różnych dziedzin – dodaje menedżer.

Wojciech Grzelak, 49-letni przedsiębiorca z Żywca, przez kilka lat kierował swoją firmą z chaty w Górnoałtajsku na Syberii. Będąc szefem wydawnictwa wydającego książki dla dzieci, jak zwykle przeglądał korektę, akceptował projekty nowych publikacji, pilnował finansów firmy. Odległość ograniczyła kontakty z przyjaciółmi w Polsce, ale na Syberii też zawarł sporo przyjaźni. Uciążliwy był brak niektórych towarów w sklepach. Polskie jabłka kosztowały tam 2 zł za sztukę. Drogie i niedobre były wędliny oraz konserwy. – Pożyczałem gazika od sąsiada i tak jak miejscowi jechałem do lasu na polowanie. Po paru tygodniach wracałem z zapasem mięsa. W jednym z pokojów urządziłem spiżarnię – wspomina Grzelak. – Myślałem o budowie domu, ośrodka turystycznego i przeprowadzeniu się w góry na stałe. Zmienił się jednak klimat polityczny, byłem traktowany coraz bardziej podejrzliwie i pojawiły się problemy z wizą. W końcu bilans zaleti wad mieszkania na Syberii zmienił się na ujemny i wróciłem – opowiada.

Mikrogeoarbitraż

Decyzja o wyjeździe przychodzi o wiele łatwiej, kiedy przeprowadzka dotyczy kraju bliskiego kulturowo. Niemiec zarabiający w swoim kraju, ale mieszkający w Polsce korzysta finansowo na różnicy w kosztach życia. Jednocześnie jest mu łatwiej, bo żyje w tym samym kręgu kulturowym. Polacy bez problemu mogą korzystać z geoarbitrażu, przeprowadzając się do Rumunii, Bułgarii lub Czarnogóry. – Przeprowadzka na egzotyczne Filipiny z pewnością nie jest rozwiązaniem dla każdego. Na jakość życia poza warunkami mieszkaniowymi składają się również takie elementy, jak dostęp do kultury i dóbr konsumpcyjnych, oferta edukacyjna – mówi Gabriela Jabłońska, socjolog i analityk rynku pracy firmy Sedlak & Sedlak.

Jeśli nie chcemy wywracać życia do góry nogami, to korzyści geoarbitrażu możemy sprawdzić w mniejszej skali. Już dziś wiele osób mieszka i pracuje w relatywnie tanich miastach, jak Radom, Olsztyn czy Łódź. Wiążąc się z pracodawcą z Warszawy, zarabiają więcej, a wydają mniej na życie. To sposób na zgromadzenie sporych oszczędności – podpowiadają eksperci.

źródło: WPROST

PS. Z tematem Geoarbitrażu nieodłącznie wiąże się książka Tima Ferrissa, 4-godzinny tydzień pracy.
Czytaliście o niej tutaj lub tutaj

sobota, 7 stycznia 2012

Nowy Rok = Nowe Możliwości



Witaj w Nowym Roku!

Pozwól, że przejdę od razu do sedna, ponieważ temat jest rewelacyjny.

Czy masz określone plany na najbliższe 12 miesięcy?

Wierzę, że masz swoje plany/marzenia do których zmierzasz, bo inaczej nie byłoby Ciebie na tym blogu.

Kilka dni temu jadąc samochodem słuchałem audycji radiowej poświęconej postanowieniom noworocznym
Pomijając to, że należałoby planować (postanawiać coś) częściej niż "od wielkiego dzwonu", słuchacze wymieniali swoje cele. Najczęściej przewijała się potrzeba zadbania o zdrowie i sprawność fizyczną (ponad 50%).
Wszystko dobrze, ale dlaczego tak często nam się nie udaje? Co przeszkadza w realizacji postanowień?
Tutaj najczęściej wymieniany jest "brak czasu".

Jeśli u Ciebie jest podobnie koniecznie obejrzyj poniższą prezentację i rewelacyjny kurs o tym, jak wycisnąć z doby maksymalnie wiele czasu.
Poznaj kłamstwo, które kradnie Ci nawet 2 godziny dziennie!

sobota, 12 listopada 2011

O Wolności - w Dzień Niepodległości

   Szczerze wierzę, że to, co za chwilę przeczytasz, będzie właściwym drogowskazem do osiągnięcia Wolności lub choćby spojrzeniem na rzeczywistość z zupełnie innej perspektywy - oczami Tima Ferrisa.
  
Kim do licha jest Timothy Ferriss?
Seryjny przedsiębiorca, wyjątkowy obieżyświat, publikował w New York Timesie, National Geographic, Traveller, Maximie i innych mediach. Mówi sześcioma językami, kieruje międzynarodową firmą za pośrednictwem bezprzewodowego Internetu, ustanowił światowy rekord w tangu, posiada tytuł mistrza kraju w chińskim kick boxingu, jest aktorem grającym w popularnym serialu telewizyjnym w Hongkongu i ma... zaledwie trzydzieści lat.

Zapytany "czym się zajmujesz?" odpowiada:

    "Nigdy nie lubiłem odpowiada na to koktajlowe pytanie, ponieważ odzwierciedla ono epidemię , której niegdyś uległem: opisywania siebie samego w kategoriach wykonywanej pracy. Jeśli ktoś teraz pyta mnie o to i nie jest całkowicie szczery, wyjaśniam mu: "Handluję »koksem«".
    To zazwyczaj kończy rozmowę. W rzeczywistości to tylko połowa prawdy. Opowiedzenie całej prawdy zajęłoby zbyt dużo czasu. Jak mogę wyjaśnić, że to, co robię ze swoim czasem, i to, co robię dla pieniędzy, to dwie zupełnie różne rzeczy? Że pracuję mniej niż cztery godziny tygodniowo i zarabiam więcej w ciągu miesiąca niż kiedyś przez cały rok?
    Po raz pierwszy zamierzam podzielić się moją prawdą , opowiedzieć całą historię . Łączy się ona z pewną subkulturą , złożoną z ludzi zwanych Bogatymi w Zupełnie Nowy Sposób (NR - skrót od ang. New Rich, czyli dosłownie nowobogacki; w książce nie używam jednak tej nazwy, gdyż w języku polskim określa ona zupełnie inne zjawisko przyp. tłum.).
   Co takiego robią milionerzy mieszkający w igloo, czego nie robiliby milionerzy mieszkający w swoim boksie? Żyją zgodnie z regułami, które nie są powszechnie przyjęte.
   Jak pracownik wielkiej i prestiżowej firmy może wyrwać się na miesiąc w podróż po świecie, by jego szef nawet tego nie zauważył? Wystarczy, że wykorzysta technologię do ukrycia tego faktu.
   Złoto się starzeje. Bogaci w Zupełnie Nowy Sposób (NR) to ci, którzy porzucają plany na daleką przyszłość i stwarzają sobie luksusowy styl życia już teraz, wykorzystując swoją własną walutę: czas i mobilność . To sztuka i nauka, którą określamy mianem Projektowania Stylu Życia.
Ostatnie trzy lata spędziłem, obracając wśród ludzi, którzy żyją w świecie przekraczającym granice mojej wyobraźni. Pokażę ci, jak - zamiast nienawidzić rzeczywistości -  możesz ją kształtować zgodnie ze swoją wolą . To łatwiejsze, niż się wydaje. Przeistoczenie si ę z pracownika biurowego, przeciążonego pracą i marnie opłacanego, w członka NR, na początku wydaje się dziwne i nieprawdopodobne, ale teraz, kiedy rozszyfrowałem kod, okaże się proste i łatwe do powtórzenia. To recepta.
  Życie wcale nie musi bćy tak strasznie ciężkie. Bo w swej istocie wcale takie nie jest. Większość ludzi,w tym ja (w przeszłości), poświęca zbyt dużo czasu na przekonywanie samych siebie, że życie musi być ciężkie, koniecznie trzeba harować od 9 do 17, otrzymując w zamian (od czasu do czasu) spokojne weekendy i sporadyczne, krótkie (pod groźbą utraty pracy) wakacje.
   Prawda, a przynajmniej ta prawda, którą żyję i którą chcę się podzielić w tej książce, jest jednak zupełnie inna. Od wykorzystania różnic kursowych, po zlecenie obsługi swojego życia i zniknięcie. Pokażę ci, jak grupka wtajemniczonych wykorzystuje ekonomiczne sztuczki, by robić to, co większość ludzi uważa za niemożliwe.
   Jeśli wybrałeś tę książkę , prawdopodobnie nie zamierzasz tkwić za biurkiem do emerytury. Niezależnie od tego, czy pragniesz uciec od wyścigu szczurów, odbyć podróż marzeń, chodzić na długie spacery, bić światowe rekordy, czy po prostu dokonać zdecydowanej zmiany w swojej karierze, ta książka zaopatrzy cię we wszystkie narzędzia, których potrzebujesz, by zrealizować swoje zamiary tu i teraz, zamiast czekać na często złudną "emeryturę". To sposób, by odebrać swoją życiową nagrodę za ciężką pracę już, nie czekając do samego końca.
   Jak? Zaczyna się to od pewnej bardzo prostej różnicy, której wielu ludzi nawet nie zauważa - i której ja również nie zauważyłem przez całe dwadzieścia pięć lat.
   Ludzie nie chcą być milionerami - chcą tylko doświadczać tego, na co - jak są przekonani - stać tylko milionerów. Alpejskie domki narciarskie, kamerdynerzy i egzotyczne podróże często pojawiają się na tym obrazku. Być może zależy im na wcieraniu w brzuch masła kokosowego, hamaku i słuchaniu szumu fal rytmicznie uderzających o taras krytego strzechą bungalowu? Brzmi przyjemnie.
   Milion dolarów w banku to żadna fantazja. Fantazją jest styl życia, całkowita wolność, na którą ponoć pozwala ta kwota. Pytanie jest zatem inne: "Jak mogę zacząć prowadzić styl życia milionera, nie mając miliona dolarów?".

   W ciągu ostatnich pięciu lat sam sobie odpowiedziałem na to pytanie, zaś ta książka jest odpowiedzią dla ciebie. Pokażę w niej dokładnie, jak oddzieliłem dochód od czasu i stworzyłem dla siebie idealny styl życia w ruchu. Podróżuję po świecie i cieszę się wszystkim, co nasza planeta ma do zaoferowania. Jak, u diabła, mogłem przejść z czternastogodzinnego dnia pracy i 40 tysięcy dolarów rocznie do czterogodzinnego tygodnia pracy i 40 tysięcy dolarów miesięcznie?"

...tego dowiesz się z rewelacyjnej książki Tima Ferrissa pt. 4-godzinny tydzień pracy, którą znajdziesz na na przykład tutaj.
Jeśli nie masz zbyt wiele czasu na czytanie książki, to 25.11 pojawi się audiobook.

wtorek, 1 listopada 2011

31 października - Światowy Dzień Oszczędzania

     "Kiedy 13 lat temu razem z moją żoną Maryanne budowaliśmy nasz salon fryzjerski w Greenspoint Mall, co dzień zatrzymywał się koło nas pewien Wietnamczyk i sprzedawał nam pączki. Ledwo mówił po angielsku, lecz był zawsze przyjazny, więc za pomocą uśmiechów i na migi jakość się zaznajomiliśmy. Nazywał się Le Van Vu.

W ciągu dnia Le pracował w piekarni, a wieczorami oboje z żoną słuchali taśm, żeby nauczyć się angielskiego. Dowiedziałem się później, że spali na workach wypchanych trocinami rozłożonych na podłodze jakiegoś pomieszczenia na zapleczu piekarni.

W Wietnamie rodzina Van Vu zaliczała się do najbogatszych w Azji Południowo-Wschodniej. Byli właścicielami niemal jednej trzeciej Wietnamu Północnego, mając w szczególności olbrzymie udziały w przemyśle i nieruchomościach. Kiedy jednak jego ojciec został brutalnie zamordowany, Le przeniósł się wraz z matką do Wietnamu Południowego, gdzie chodził do szkoły i w końcu został prawnikiem.

Le cieszył się powodzeniem, podobnie jak wcześniej jego ojciec. Dostrzegł możliwości prac budowlanych stwarzane przez stale rosnącą obecność amerykańską w Wietnamie Południowym i wkrótce stał się jednym z czołowych budowniczych w tym kraju. Kiedy jednak udał się w podróż na Północ, został ujęty i wtrącony do więzienia na trzy lata. Uciekł, zabijając pięciu żołnierzy, i znalazł sobie drogę do Wietnamu Południowego, gdzie znów został aresztowany. Rząd południowo-wietnamski uznał, że jest „podrzutkiem” wywiadu Wietnamu Północnego.

Po wyjściu z więzienia Le znów wziął się do pracy i założył przedsiębiorstwo rybackie, stając się w końcu największym w Wietnamie Południowym producentem konserw.

Kiedy dowiedział się, że oddziały amerykańskie i personel ambasady Stanów Zjednoczonych przygotowują się do opuszczenia jego kraju, podjął życiową decyzję.

Wziął całe złoto, które wcześniej zgromadził, załadował je na jedną ze swych łodzi rybackich i pożeglował wraz z żoną ku okrętom amerykańskim, które stały w porcie. Tam wymienił całe swe bogactwo na bezpieczny przejazd z Wietnamu na Filipiny, gdzie wraz z żoną dostali się do obozu dla uchodźców.

Le postarał się o spotkanie z prezydentem Filipin, którego przekonał, by udostępnił mu jeden ze swych statków do rybołówstwa. W ten sposób znów wrócił do działalności gospodarczej. Zanim dwa lata później opuścił Filipiny, udając się do Stanów Zjednoczonych (co było jego największym marzeniem), stał się jedną z głównych postaci pracujących nad rozwojem rybołówstwa na Filipinach.

W drodze do Ameryki Le pogrążył się jednak w strapieniu i rozpaczy, jakimi napawała go perspektywa rozpoczynania wszystkiego jeszcze raz od zera. Jego żona opowiadała nam, jak znalazła go raz przy balustradzie statku, gdy gotował się już, by rzucić się za burtę.

„Le – powiedziała mu – jeśli się utopisz, co stanie się ze mną? Jesteśmy ze sobą od tak dawna i tyle razem przeszliśmy. Możemy zrobić to razem”. Był to cały głos otuchy, jakiej Le Van Vu potrzebował.

Kiedy wraz z żoną przybyli do Houston w roku 1972, byli całkiem spłukani i nie mówili ani słowa po angielsku. W Wietnamie członkowie jednej rodziny wzajemnie się o siebie troszczą, toteż Le i jego żona znaleźli sobie schronienie w pomieszczeniu na zapleczu piekarni w Greenspoint Mall, której właścicielem był jego kuzyn. Nasz salon fryzjerski budowaliśmy o kilkaset stóp dalej.

A teraz, jak to się mówi, czas na „przesłanie” całej tej historii. Kuzyn Le zaproponował mu i jego żonie pracę w piekarni. Po odliczeniu podatków Le miał dostawać do ręki 175 dolarów tygodniowo, a jego żona 125 dolarów. Innymi słowy, ich całkowity dochód roczny wynosił 15 600 dolarów. Co więcej, kuzyn zaproponował im, że sprzeda im piekarnię, jeśli zgromadzą 30000 dolarów gotówką. Na pozostałe 90 000 dolarów był gotów przyjąć skrypt dłużny.

I oto co zrobili Le i jego żona: dysponując dochodem 300 dolarów tygodniowo, postanowili jednak nadal mieszkać na zapleczu. Przez dwa lata myli się wyłącznie za pomocą gąbki w toaletach pasażu handlowego. Przez dwa lata ich dieta składała się niemal wyłącznie z produktów piekarni. Przez dwa lata żyli za jedyne – naprawdę jedyne – 600 dolarów rocznie, zaoszczędzając 30 000 dolarów na wpłatę gotówkową.

Le tak wyjaśniał później swe rozumowanie: „Gdybyśmy wynajęli mieszkanie, na co mogliśmy sobie pozwolić, mając 300 dolarów tygodniowo, musielibyśmy płacić czynsz. Następnie musielibyśmy też oczywiście kupić meble. Następnie musielibyśmy dojeżdżać do pracy, a to oznacza, że musielibyśmy kupić samochód. Następnie musielibyśmy kupować benzynę do samochodu i opłacać ubezpieczenie. Następnie zapewne gdzieś byśmy wyjeżdżali samochodem, a to oznacza, że musielibyśmy kupować ubrania i artykuły toaletowe. Tak więc wiedziałem, że jeśli wynajmiemy mieszkanie, nigdy nie uzbieramy tych 30 000 dolarów”.

Myślisz teraz, że wiesz już wszystko o Le? Otóż opowiem ci więcej. Kiedy zaoszczędzili już 30000 dolarów i kupili piekarnię, Le usiadł z żoną do poważnej rozmowy. Powiedział, że wciąż są winni kuzynowi 90 000 dolarów, i choć ostatnie dwa lata były dla nich tak trudne, to powinni pozostać na zapleczu przez jeszcze jeden rok.

Z dumą mogę powiedzieć, że w ciągu tego jednego roku mój przyjaciel i mentor Le Van Vu i jego żona, oszczędzając właściwie każdy grosz, jaki przynosiła im firma, spłacili kuzynowi całe 90 000 dolarów pożyczki. W ten sposób w ciągu zaledwie trzech lat stali się właścicielami niezwykle rentownego przedsiębiorstwa wolnego od wszelkich obciążeń.

Wtedy – i dopiero wtedy – przenieśli się do swego pierwszego mieszkania. Po dziś dzień oszczędzają bardzo regularnie, żyją z niesłychanie drobnego ułamka swych dochodów i oczywiście za wszystkie zakupy płacą gotówką.

Czy myślisz, że Le Van Vu jest dziś milionerem? Z przyjemnością mogę powiedzieć, że wielokrotnym."

Historia pochodzi z książki Marka Hansena i Roberta Allena, Jednominutowy milioner. Światła droga do bogactwa

niedziela, 23 października 2011

Na czym się koncentrujesz?

Klika motywujących obrazów. Po co? Wskazówkę znajdziesz w postscriptum.

PS Polecam wrócić do posta pt. Trzymaj postawę (cz.1)

wtorek, 4 października 2011

Sekret w praktyce

Witaj
Dziś po raz kolejny przyjrzymy się najpotężniejszemu prawu natury - Prawu Przyciągania.
Na wstępie powinienem się Tobie do czegoś przyznać.
Otóż wielokrotnie pisaliśmy na tym blogu o filmie pt. Sekret. Obejrzałem go kilkanaście razy, za każdym razem doświadczając "cudów", ale nigdy nie przeczytałem książki The Secret.
Dopiero w ubiegłym tygodniu w wyniku "wyjątkowych okoliczności" postanowiłem przeczytać książkę Rhondy Byrne.
Pierwsza myśl po lekturze była taka, że film nie może istnieć bez książki i odwrotnie. Jedno jest znakomitym uzupełnieniem drugiego. Polecam kilkukrotne przeczytanie i obejrzenie Sekretu.

Sednem dzisiejszego posta jest jednak książka, a dokładniej pewna idea, której nie znajdziesz w filmie.
W rozdziale pt. Potężny Proces, Rhonda pisze tak:
Chciałabym się podzielić z Wami ideą pewnego procesu, wyrażoną podczas wykładu, który wygłosił w roku 1954 wielki nauczyciel Neville Goddard, noszącego tytuł The Pruning Shears of Revision.
Proces ten miał głęboki wpływ na moje życie. Neville zaleca, by codziennie przed snem, przemyśleć wydarzenia minionego dnia. Jeśli jakiekolwiek wydarzenia czy chwile nie przebiegały zgodnie z Twoimi zamiarami, to powinieneś odtworzyć je w sposób, który obudzi Twój zachwyt. Odtwarzając je tak, jakbyś chciał, żeby przebiegały, oczyszczasz swoją częstotliwość ze wszystkiego, co się stało tego dnia, i wysyłasz nowy sygnał i częstotliwość na jutro. Świadomie stworzyłeś nowe obrazy na przyszłość. Nigdy nie jest za późno, by je zmienić.

P.S. Pamiętaj o pozytywnych emocjach towarzyszących Twojej idealnej wizji - są kluczem do sukcesu. Spodziewaj się najlepszego i miłej zabawy!

P.S.2 Proponuję Ci wrócić do posta pt. KOLOROWE PIÓRKO, jak się okazuje pomysł zaczerpnięty z ww. książki.
Poza tym mam zamiar ukończyć prezentację Systemu Uniwersalnego Klucza, więc przyda się odświeżenie tematu.
Pozdrawiam
Miłosz

poniedziałek, 21 marca 2011

Źródła wiedzy, które robią wielką różnicę

Poniżej zamieszczam kilka krótkich filmów na temat finansów osobistych z komentarzem Roberta Kiyosaki











Jutro planuję rozwinięcie tematu trójkąta B-I. Lekcja szczególnie ważna dla każdego, kto ma zamiar założyć własną firmę.
Robert podpowie od czego zacząć.

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Polowanie na finansowe ŚWIĘTE KROWY

Kilka dni temu kupiłem kolejną książkę [sic!] z cyklu "Doradcy bogatego ojca". Do książki dołączona była płyta DVD, która zawiera 8 zasad w które część z nas jeszcze wierzy, a które to prowadzą nas donikąd!
Są to:
  • IDŹ DO SZKOŁY
  • ZNAJDŹ PRACĘ
  • PRACUJ CIĘŻKO
  • ŻYJ SKROMNIE
  • ODKŁADAJ PIENIĄDZE
  • TWÓJ DOM TO TWOJE AKTYWA
  • POSPŁACAJ DŁUGI
  • INWESTUJ DŁUGOTERMINOWO I DYWERSYFIKUJ SWOJE INWESTYCJE
A oto część tego nagrania


P.S.  Jeśli interesuję Cię ta tematyka lub chciałbyś tylko rozwinięcia tego posta, to napisz mi o tym w poniżej, w komentarzu do tej zajawki
P.S.2 Jest to również kontynuacja posta pt."Bądź sobą", może być najgorszą radą!