czwartek, 16 sierpnia 2012

Polakom gratulujemy EURO!

Witaj,
od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem podsumowania Mistrzostw Europy w piłce nożnej, czyli UEFA Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie. Czekałem jednak na zakończenie Letnich Igrzysk Olimpijskich w Londynie (do których również wrócimy).
Nie jest to blog o tematyce sportowej, więc nie będę rozpisywał się na temat poziomu sportowego.

Przyjrzyjmy się stronie organizacyjnej, wysokiej ocenie zagranicznych kibiców i wspaniałej atmosferze na stadionach.

Naprawdę mamy powody do dumy. Wbrew narzekaniom wiecznych malkontentów: "że nie zdążymy", "że będzie pośmiewisko" itp. itd. Nie rozumiem takiej postawy i nie wiem czemu ona służy. Może mobilizacji tych, którym chce się coś zrobić, zamiast jęczeć!?!
Kto wie?
Na szczęście w Polsce są też ludzie czynu i działania, dlatego impreza przeszła do historii jako bardzo udana, o czym świadczą sondaże (szczegóły tutaj)

Widać to najlepiej na poniższym materiale wideo.

Wybacz odrobinę prywaty, ale...
Wielkie słowa uznania dla Pana Grzegorza za zmontowanie najlepszego materiału nt. Euro 2012 jakie widziałem. To też świadczy o tym, że Polacy potrafią być najlepsi - WIELKIE DZIĘKI - oglądam to prawie codziennie i ciągle mi mało!


Osobne słowa uznania należą się cudownym kibicom z Irlandii!
Ich postawa została doceniona nie tylko przez gospodarzy Mistrzostw, ale również władze UEFA (szczegóły tutaj).
Irlandii gratulujemy najlepszych kibiców piłkarskich na świecie!
Stand Up For The Boys In Green!

Zamiast burd z policją...


Porażka 4:0? I co z tego - najważniejsze to dobrze się bawić!

sobota, 4 sierpnia 2012

Lekcja pokory



Lekcje to nasza specjalność. Polskim piłkarzom co rusz ktoś udziela lekcji, ale to są sportowcy wyjątkowo mało pojętni, więc nic z tego nie wynoszą. Sport to jedna wielka lekcja - charakteru, odwagi, pokory. Pomyślałem, patrząc jak Borussia Dortmund wychodzi na boisko Legii, że zaraz odbędzie się tutaj lekcja futbolu, natomiast czasem nauczyciel jest gorszy od ucznia, pod względem lenistwa, rzecz jasna. Miałem takiego jednego, od języka angielskiego. Pytał: - Macie no jaką kasetę?
I tak słuchaliśmy muzyki, aż rozbrzmiał dzwonek. Pan Rysio dał po dostatecznym i super. Tylko potem pojechałem do Londynu i ekspedientka w sklepie pomyślała, widziałem to na jej twarzy, "jaki ten polski podobny do angielskiego!".

Tego samego dnia, kiedy Borussii Dortmund nie chciało się nauczać Legii grać w piłkę, tyle że nieco wcześniej, w innym polsko-niemieckim starciu, takim jeden na jeden, Agnieszka Radwańska miała ograć Julię Goerges. Właściwie zanim dziewczyny wyszły na kort, Lufthansa mogła drukować bilety dla Niemki. Nam się tak wydawało. Wystarczyło bowiem kilka sukcesów Agnieszki, abyśmy już czuli się lepsi od innych. Skończyło się to lekcją o wiele bardziej bolesną, niż w przypadku Legii. Lekcją pokory. Takowa również może mieć dobre skutki w przyszłości, wolałbym jednak, żeby najlepsza w historii polska tenisistka nie pakowała walizki drugiego dnia igrzysk. Generalnie, gdybym miał wziąć udział w takiej imprezie, nie chciałbym startować następnego dnia po otwarciu - olbrzymia presja, zwinąć się tak wcześnie to dla sportowca zawsze duża doza wstydu. W momencie, gdy pisze te słowa, swoją lekcję pokory odbierają siatkarze, choć po meczu z Włochami myślałem, że oni naprawdę są kozakami nie do zatrzymania.


Te lekcje są na każdym kroku. Jeśli igrzyska olimpijskie nie są w stanie przerwać wojen, niech mają inne zalety. Lekcja tolerancji to występy Natalii Partyki - niesamowitej dziewczyny, która wciąż pokazuje, że nie ma rzeczy niemożliwych. Jeden jej mecz w tenisie stołowym na takiej arenie, jaką są igrzyska, robi dla ludzi Natalii podobnych więcej dobrego, niż milion kampanii społecznych.
Swoją drogą, dziwna sytuacja z tą naszą tenisistką stołową. No bo przecież ona chce być taka, jak wszystkie inne sportsmenki. Nie uważa się za gorszą, staje do walki z nimi i pokazuje, że potrafi to robić. Jest naprawdę dobra. Nie znam jej, ale stawiam wszystko co mam, że Natalia Partyka nie potrzebuje współczucia. Potrzebuje wielkiego znaku równości między nią a innymi tenisistkami. Musi jej to sprawiać przyjemność, ale też być na swój sposób peszące, gdy cała hala ją wspiera, bo przecież postronni obserwatorzy, chcąc mieć emocje w danym wydarzeniu sportowym, zazwyczaj kibicują słabszym. A Natalia słaba nie jest. To paradoks.


Obejrzałem ostatnio pewien film dokumentalny, coś obowiązkowego dla ludzi, którzy kochają sport. Arcydzieło. "Murderball". O rugbystach na wózkach inwalidzkich. Każdy z nich ma swoją historię. Większość została kalekami w absurdalnych okolicznościach, jak chłopak, który zasnął w samochodzie kumpla, a ten po pijaku wyleciał na zakręcie. No i jego przyjaciel obudził się kaleką. Jednak podniósł gardę i wyszedł z tego mocniejszy, bez banalnego patosu i amerykańskiej flagi powiewającej na wietrze. Tymczasem jego kolega ze szkoły schował się przed życiem. Niesamowity obraz - zdrowy facet myśli o samobójstwie, niepełnosprawny - o sportowych triumfach. Zdrowy gość jest przekonany, że kaleki kumpel nie chce go widzieć. Ten się o niego martwi i szuka kontaktu. Nie ma żalu. Wypadek, trudno, takie życie.


Niewiarygodny jest ten film, bo pokazuje ludzi, którzy mają więcej woli od nas - nam się nie chce, ręka boli, upał doskwiera, ciśnienie skacze, komar nas ugryzł, kwatera nad morzem nie pasuje. Notorycznie nam się nie chce, ciągle coś nas wkurza. Nie musimy niczego udowadniać. Mamy ręce i nogi. Nie jeździmy na wózkach. Nie musimy walczyć. Tymczasem oni mają pokorę. I nie proszą o litość. Nie zastanawiamy się nad tym - źle. Kalectwo innych sprowadzamy do faceta, który jest żebrakiem na światłach i jeszcze pewnie większość z Was zastanawia się, czy przypadkiem nie podwinął sobie nogi (jak Lubaszenko w Piłkarskim Pokerze) i nie jest on aby całkiem zdrowy.


Igrzyska to wielka lekcja tolerancji nie tylko dlatego, że ludzie wspierają Natalię Partykę, a ona sobie świetnie radzi. W Londynie - centrum światowego tygla, wieży Babel, jak się patrzy, wszystkie aspekty naturalizacji, choć tak uwypuklone w postaci Chińczyk z Holandii na Chińczyka z Belgii, jakoś nie kłują w oczy. No bo w mieście, w którym wszystko się miksuje - religie, języki, obyczaje, nie widać tego tak mocno. Bariery zostały przekroczone tak mocno, że nikt już nie zatrzyma tego pędu. Przestańmy z tym wojować. Patrząc na tych Chińczyków rozproszonych po wszystkich reprezentacjach świata, nasz Polanski, Perquis i Obraniak wydać się mogą swojscy niemal jak Adaś Małysz. Pamiętajcie, że ci kibice, którzy wypełniają hale, by dopingować Polaków, też są farbowanymi lisami. Tak, tak. Dzwonią do domów w Polsce i mówią: - A u nas w Londynie to...
I co, trzeba mieć do nich pretensje? Ktoś im kiedyś nie dał szansy w ojczyźnie, tutaj w Polsce, to uciekli. Ich synowie i wnuki, zobaczycie, zagrają dla Anglii, przyjdzie taki dzień. Wielka Brytania uczy się tolerancji dla mniejszości, chociaż gdy czytam, że naszych jest tam już ponad 120 tysięcy, w samym Londynie, to już taka większa mniejszość. Wielu z nich kocha Polskę, ale jeśli ma wybierać, czy zarabiać 1500 złotych, czy funtów, to jednak decydują się na to drugie. I nie zrażają się, że ktoś też mówi o nich farbowane lisy, czy opowiada setki kawałów. Ja ten: Przychodzi Anglik do hotelu, w którym na recepcji pracuje Polka.
- Two tea to room two – prosi.
- Tam Ta Ram Tam Tam – odpowiada recepcjonistka.

Autorem tego genialnego komentarza jest Przemysław Rudzki (komentator Canal +)
Czytaj więcej na blogu Ósmy Dzień Tygodnia TUTAJ

niedziela, 15 lipca 2012

"Plany są dla architektów"

Cześć :)
Kiedy blisko 4 lata temu rozpoczynaliśmy pisanie tego bloga nie sądziłem, że ktoś poza wąskim gronem Przyjaciół będzie miał ochotę to czytać.
Mimo tego, że nie zrobiliśmy nic w kierunku promocji Fascynującej podróży... co miesiąc gościmy tutaj około 1500 czytelników z całego świata. Długo by wymieniać liczną polską Polonię, ale szczególne pozdrowienia kieruję na Alaskę i do Singapuru
SERDECZNE DZIĘKI i POWODZENIA NA TWOJEJ DRODZE!

Dzisiaj już będzie typowo podróżniczo.
Spojrzymy na życie i świat oczami czterech szalenie interesujących osób.
Interesujących do tego stopnia, że gdy ich słuchałem wpadałem nie raz w hipnotyczny trans!

Naszym pierwszym przewodnikiem będzie Władysław Grodecki - ogromnie barwny i doświadczony podróżnik. Posłuchaj...

Więcej na temat Pana Władysława znajdziesz TUTAJ

Następnie popłyniemy w podróż dookoła świata z Nataszą Caban

Z trudem przychodzi mi napisać wprowadzenie dla kolejnego podróżnika, ponieważ jest osobą tak wszechstronną i nieszablonową, że nie wiem od czego zacząć.
Tomasz Michniewicz, bo o nim mowa, to jeden z propagatorów BACKPACKING-u.
Zdaję sobie sprawę, że ten sposób nie jest najlepszy dla każdego, ale jeśli ktoś odważy się i spróbuje, to może nie zechcieć już więcej wycieczek z biura podróży.


A "na deser" temat szczególnie bliski mojemu sercu.

Od czasu powrotu z Meksyku chodzi mi po głowie jedna myśli - "Podróż dookoła świata".
Jestem trochę monotematyczny jak Natasza (patrz powyżej) i szukam najlepszego rozwiązania. Zarówno w kwestii samego przebiegu trasy, długości wyprawy, transportu, itd.
Jeżeli masz podobny sposób myślenia, jak goście dzisiejszego posta i jednocześnie temat podróży dookoła świata nie jest Ci obojętny, to gorąco zachęcam Cię do kontaktu ze mną. Możesz (powinnaś/powinieneś) do mnie napisać na adres:
360rtw [małpka] gmail [kropeczka] com
(piszę tak celowo ze względu na roboty sieciowe rozsyłające spam - zwyczajnie wstaw w miejsca nawiasów standardowe znaki).
Jestem przekonany, że w tak licznym gronie znajdą się miłośnicy "podróży za jeden uśmiech".


PS
W ostatnim czasie zaobserwowałem nasilenie działalności sceptyków.
Cóż - musiałem ich jakoś przyciągnąć, ale nie żałuję. To dobry moment, żeby oddzielić tych którzy chcą coś zrobić od tych którzy chcą jedynie coś powiedzieć (lub napisać).

Rozumiem, że ktoś może mieć wątpliwości. W końcu powiedzieć można wszystko: "że się kogoś lubi, szanuje", "że zrobi się to i tamto", a w rzeczywistości może być różnie! Dlatego bardziej niż na słowa nauczyłem się zwracać uwagę na czyny - polecam. Mniej rozczarowań.
Drugim tematem są oczywiście pieniądze (w sumie jest to temat nr 1)
Zdarza się czasem pomylić priorytety. Nie mam zamiaru tego komentować.

Zatem powtórzę jeszcze raz. Jeśli "na serio" myślisz o wyprawie dookoła świata to napisz do mnie, a jeżeli nie to zapomnijmy o tym co było w tym poście - szkoda czasu i energii. Mimo wszystko powodzenia!

sobota, 14 lipca 2012

Proste rzeczy

 Tak, jak wspomniałem wcześniej, dzisiaj będzie mocny akcent w postaci niezwykłego podróżnika oraz dwóch tematów w jednym.

Ekstraklasa podróżnicza + trudny do zdefiniowania stan, w którym satysfakcjonuje Cię posiadanie prostych rzeczy - oto dzisiejsze zagadnienia

Nie jestem najlepszy w werbalizowaniu stanów ducha, więc posłużę się już istniejącym przykładem.

Poniżej znajduje się wywiad z Arkadiuszem Mytko, laureatem Kolosów - polskiej prestiżowej nagrody podróżniczo-eksploracyjnej. Większość nagrania dotyczy jego "szalonej" wyprawy. 

Jeśli jednak nie jesteś fanem podróżowania (szczególnie w tak ekstremalnym wydaniu) możesz przejść od razu do 30 min. i 40 sek. nagrania - tam znajduje się wyjaśnienie.

To jest TO!

Nie potrzebujesz ekstra wypasionego telefonu. Telefon służy do dzwonienia. 

Nie potrzebujesz super samochodu. Ma on Cię "bezpiecznie" przewieźć z punktu A do B. 

To tylko maszyna (środek transportu) i tak powinien być traktowany. 

A nie jako przedłużenie "ego".

Że o telewizorach nie wspomnę - plazma czy LED? Nie ogarniam!


Bardzo lubię sytuacje, gdy ktoś znajomy przychodzi do mnie z propozycją unowocześnienia, że tak to nazwę, "mojej infrastruktury".

Wtedy odpowiadam klasykiem ;) - materiał dla czytelników o mocnych nerwach!


Życzę Ci stanu o którym wspomina Arkadiusz (jeśli oczywiście tego chcesz), ponieważ ciężko jest zrozumieć, jeśli tego nie doświadczysz.


BONUS: Radość w czystej postaci :D

piątek, 13 lipca 2012

Zdezorientowany?

   "Jeśli czujesz się w życiu zdezorientowany, nie jesteś sam. Jest nas niemal siedem miliardów. To oczywiście żaden problem, jeśli uświadomisz sobie, że życie nie jest ani problemem do rozwiązania, ani grą do wygrania.
   Jeśli za bardzo starasz się ułożyć klocki tej nieistniejącej układanki, tracisz całą prawdziwą radość. Ciężar pogoni za sukcesem można zastąpić nieoczekiwaną lekkością, którą poczujesz, uświadomisz sobie, że jedyne reguły i ograniczenia to te, które sami dla siebie ustalamy.
   Dlatego bądź odważny i nie martw się o to, co myślą ludzie. Nie robią tego zbyt często.
   Dwa lata temu za sprawą bliskiego przyjaciela trafiłem na pewien wiersz
- napisany przez psychologa dziecięcego Davida L. Weatherforda. Mój przyjaciel po przeczytaniu go porzucił swój plan życia odkładanego na później. Mam nadzieję, że i ty zrobisz to samo."
Tekst pochodzi z często przywoływanej przeze mnie książki 4-godzinny tydzień pracy i łączy się z postem pod tytułem Powolny taniec.
Ten kto czytał książkę wie, że te kilka zdań powyżej są wprowadzeniem do wspomnianego wiersza zatytułowanego... Powolny taniec

PS. Dlaczego o tym piszę? Otóż w najbliższą sobotę i niedzielę ukażą się ostatnie 2 posty przed "wakacyjną przerwą".
To co teraz czytasz jest wprowadzeniem do tematyki podróżniczej, do której nawiązuje tytuł bloga. Serdecznie zapraszam, ponieważ Goście będą niezwykli, a zaczniemy mocnym akcentem

sobota, 7 lipca 2012

Nick Vujicic i jego Cyrk Motyli


Czy pamiętasz Nicka Vujicica z posta pt. INSPIRACJE?
Jego największym marzeniem było znaleźć wspaniałą dziewczynę, jak widać marzenia się spełniają :D

Poniżej znajduje się 20-minutowy film z udziałem Nicka Vujicica
(lub Wójcika), jak kto woli :)

poniedziałek, 2 lipca 2012

Niemożliwe staje się Możliwe


Jedni chcą coś zrobić, a inni to robią...

To tak w nawiązaniu do poprzedniego posta, czyli Bucket List



Czy pamiętasz historię żaby z posta zatytułowanego:

Każdy jest kowalem własnego losu?